Krótki kurs szpiegowania

Zanim adept sztuki szpiegowania zabierze się do wyciągania tajnych dokumentów z pilnie strzeżonych sejfów, musi nauczyć się zdobywać całkiem zwykłe informacje. Na przykład gdzie mieszka interesujący go człowiek, gdzie i kiedy się urodził, jaki ma numer telefonu, do jakiej szkoły chodził. Jednym słowem powinien umieść wykraść kawałek czyjejś prywatności. Wbrew pozorom nie jest to wcale łatwe. Kilku znanych autorów powieści sensacyjnych połamało sobie na tym zęby.

Kto może pomóc ?

David Morell, w powieści „Fałszywa tożsamość” słowami superagenta Buchanana wyjaśnia, że „wywiad jest sztuką wyciągania informacji tak, by ofiara nie zdawała sobie sprawy, że je uzyskujesz. Standardowa metoda używana przez agentów próbujących poznać wojskowe, polityczne i przemysłowe tajemnice. Rozmowa zazwyczaj odbywa się w barach, ofiarami są najczęściej asystenci, sekretarki, oficerowie niższych szarż, ludzie, którzy czują się sfrustrowani i lubią mówić o swoich zawodowych problemach, pod warunkiem oczywiście, że się ich w odpowiedni sposób zachęci. Kilka drinków. Wykazanie zainteresowania. Jedna informacja prowadzi do następnej. Zazwyczaj trwa to przez jakiś czas, wymaga kilku spotkań, ale można również wszystko zrobić szybko”.

Najszybciej przez telefon

Z prawdziwym mistrzem zdobywania informacji spotkałem się czytając starego „Playboya”, którego przysłał mi jeden z wiernych czytelników „Kulis”. Jest tam opowieść Franka Sneppa pt. „Nie ma gdzie się ukryć” o niejakim Al Schweitzerze. Jest to amerykański detektyw specjalizujący się w wykradaniu informacji przez telefon. Np.: „aby wydobyć numer od urzędu telekomunikacji Wisconsin Bell udał montera dzwoniącego po instrukcje”. W podobny sposób zdaniem Sneppa i Schweitzera można dowiedzieć się prawie wszystkiego. „Załóżmy, że chcę zdobyć numer twojego konta bankowego, a znam już twoje nazwisko, adres i numer telefonu – podsuwa Schweitzer. Zadzwonię po prostu do spółki telefonicznej i udam, że jestem tobą. Powiem: nie uwierzy pani co się stało. Wiem, że zapłaciłem wam w zeszłym miesiącu, ale zapomniałem to wpisać do rejestru czeków. Czy może mi pani powiedzieć, kiedy dostaliście mój czek i na jaką sumę? A przy okazji, kiedy przyjdzie następny rachunek i na ile? Panienka z działu obsługi klientów z przyjemnością mi pomoże”.

„Mając tę informację (tzn. kiedy przyszedł czek i w jakiej wysokości) i podając się za kogoś z telefonów zadzwonię do ciebie i powiem: przepraszam, że pana niepokoję, ale nie otrzymaliśmy opłaty za maj w wysokości stu dziewięćdziesięciu dolarów i trzydziestu dwóch centów. Czy jest jakiś problem? Ty protestujesz i wyciągasz książeczkę czekową, żeby dowieść, że zapłaciłeś. Wtedy mówię: proszę mi powiedzieć z jakiego rachunku została odprowadzona ta kwota, abyśmy mogli to sprawdzić. (…) Facet poda ci numer konta i adres banku”.

Zgodnie z artykułem Sneppa można stwierdzić, że możliwość zdobycia informacji jest wprost proporcjonalna do wyobraźni osoby, która ma ją zdobyć. „Podając się za pechowego podróżnego, który zgubił swoje karty kredytowe lub książeczkę czekową, można wydobyć od banku lub towarzystwa kredytowego numery kont. Grając zgnębionego męża, któremu żona gwizdnęła kartę Visa i wypuściła się na zakupy, można nakłonić bank do podania numeru konta i ostatnich obciążeń. Udając pomoc medyczną można wyciągnąć od sekretarki lekarza informacje o przepisanych lekach”.

Zdaniem Schweitzera i Sneppa „podając się za osobę, o której dane prosisz, możesz dostać dziewięćdziesiąt procent tego, o co ci chodzi. (…) Wierzyciele rozmawiają z wierzycielami, banki z bankami, a spółki telefoniczne ze spółkami telefonicznymi. Jeśli udając pracownika jednej z tych firm zadzwonisz po informacje do drugiej, prawdopodobnie je uzyskasz. (…) Nawet groźny urząd skarbowy udzieli informacji, jeśli pytający potrafi dowieść, że zostanie ona wykorzystana na przykład do wytropienia rodzica, który nie wywiązał się z płatności na rzecz dziecka”.

Najpewniej bezpośrednio

Innego zdania niż Snepp jest David Morrell. W „Fałszywej tożsamości” okazuje się być przeciwnikiem nadmiernego wykorzystywania telefonu i zdobywania informacji za pośrednictwem urzędników. Jego bohater uważa, że „telefon to narzędzie leniwego agenta. Najlepszą metodą jest zawsze osobisty kontakt. (…) Ulubionym zadaniem jego instruktora było wysyłanie podopiecznych do różnych barów. (…) Uczniowie mieli nawiązywać rozmowy z obcymi ludźmi i w trakcie jednej godziny do tego stopnia zdobyć sobie ich zaufanie, żeby poznać dzień, miesiąc i rok ich urodzenia, jak również numery legitymacji ubezpieczeniowej. Doświadczenie nauczyło instruktora, że tak osobistych informacji praktycznie nie da się uzyskać od przygodnie poznanego człowieka. Jakie luźno rzucone pytanie mogło sprawić, żeby ktoś, kogo nigdy wcześniej nie spotkałeś, podał ci numer swojej legitymacji ubezpieczeniowej?”

Wymyślony przez Morrella Buchanan potrafił sobie poradzić nawet z tak wymyślnym zadaniem. Opowiada to sam kilkadziesiąt stron dalej: „siadałem koło upatrzonej osoby, wypijałem kilka drinków, nawiązywałem pogawędkę, komentowałem program telewizyjny, który pokazywano w barze, a potem w którymś momencie mówiłem, że dowiedziałem się właśnie czegoś interesującego. Czego – pytał delikwent. Wyciągałem portfel i pokazywałem moją sfałszowaną legitymację ubezpieczeniową. Te liczby nie są wbrew pozorom kolejnymi numerami, lecz zawierają wszelkiego rodzaju informacje, takie jak na przykład miejsce i datę moich urodzin.

Proszę spojrzeć, ta oznacza, że urodziłem się w Pittsburgu, a tę grupę numerów przydzielono każdemu, kto urodził się w 1960 roku, ta liczba oznacza miesiąc, a ta… Proszę, pokażę panu. Jaki jest pański numer? Stawiam dolara, że zgadnę, gdzie i kiedy się pan urodził”.

Prawda, że to zdumiewająco łatwe.

Tekst opublikowany w „Kulisach”, piątkowym dodatku do „Expressu Wieczornego” 30 grudnia 1994 r.

Ostatnia modyfikacja: Kwiecień 4, 2017