Krótki kurs szpiegowania

Jednym z najbardziej specyficznych wywiadowczych narzędzi działania jest tajne przeszukanie.

W powieściach szpiegowskich, sensacyjnych i kryminalnych można znaleźć całkiem sporo przykładów do czego może służyć i jak się je robi.  Niektóre z nich bardzo szczegółowe.

Pisarze wyjaśniają po co stosuje się to narzędzie. Jest wykorzystywane w wyjątkowych okolicznościach w celu potwierdzenia wrogiej działalności wobec państwa pobytu, albo w celu identyfikacji zaangażowania wytypowanych osób lub organizacji, w działalność wywiadowczą lub terrorystyczną na terenie obcego państwa. Także po to żeby sprawdzić czyjąś lojalność. Może również służyć  do wykrycia dowodów na aktywność przestępczą. Ale pod warunkiem, że te same dowody zostaną następnie znalezione w trakcie „legalnego” przeszukania. Innym celem „tajnego wejścia” może być instalacja sprzętu podsłuchowego lub przeznaczonego do dokumentacji filmowej czy fotograficznej.

Śledząc uważnie fabuły powieści szpiegowskich i zahaczających o działania tajnych służb, można stwierdzić że u większości autorów da się znaleźć te same elementy tajnego przeszukania.

Pierwszym elementem jest etapowść działania. Tam gdzie samo wydarzenie nie jest – ze względu np. na tempo akcji – wyrwane z kontekstu, zauważymy cztery etapy: przygotowanie, tajne wejście, realizacja zadań, bezpieczne opuszczenie pomieszczeń.

Drugim elementem jest przywiązanie do zasad tajności i bezpieczeństwa. Ale nawet przyjmując, że trzymanie się zrozumiałych reguł pozwala na wiarygodny opis zdarzenia, spotykamy sporo paradoksów. Tak samo jak w realnej działalności służb specjalnych, w której nie ma chyba zasad bez wyjątków.

Niektórzy autorzy nie przejmują się specjalnie logiką działań i ich bohaterowie improwizują penetrując tajne obiekty zupełnie bez przygotowania. Inni w żadnym stopniu nie przejmują się tym, że nie powinni zostawiać śladów. A w niektórych historiach spotykamy całkowite lekceważenie tajności, kiedy ważniejesze jest szybkie znalezienie dowodów, albo przestraszenie i sprowokowanie figuranta do działania niż zachowanie ciszy i pozostawienie przedmiotów w ich poprzednim miejscu. Ale o tym w dalszej części tekstu.

Gdzie i po co wchodzić?

Opisy i uwagi autorów dotyczą bardzo różnych aspektów stosowania tego środka. Także jego legalności (chociaż tego nie spodziewalibyśmy się raczej po literaturze pięknej). Takie rozważania odnajdujemy na przykład u Sir Artur Conan Doyle’a, kiedy Sherlock Holmes wyjaśnia policjantom jak doszedł do konkretnych ustaleń:

„Holmes opisał im poczynione poprzednio postępy. Gdy przyznaliśmy się do włamania, policyjny detektyw potrząsnął głową.

– W policji nie możemy robić takich rzeczy, Panie Holmes – powiedział. – Nic dziwnego, że uzyskuje pan lepsze rezultaty. Ale pewnego dnia posunie się pan za daleko, a wtedy pan i pański przyjaciel będziecie mieli kłopoty.”[1]

Najbardziej typowym wymienianym w literaturze powodem tajnego przeszukania jest potrzeba znalezienia ukrytych przedmiotów lub informacji. Przykład dokładnie takiego przeszukania można znaleźć u Toma Clancy’ego:

„W salonie wisiał ekran do projektora o średnicy pięćdziesięciu cali. Obok znajdował się magnetowid, dalej, na półce przy ekranie, stał rząd kaset VHS. Jeden z agentów systematycznie przeglądał każdą z nich w trybie przewijania. Nick i Jack weszli do kuchni, gdzie kolejny agent przesypywał płatki śniadaniowe z pudełek do misek, a następnie przesiewał je dłonią w poszukiwaniu ukrytych przedmiotów. Trzeci członek ekipy oglądał na czworakach podłogę kuchni, oświetlając latarką każdą z płytek, aby sprawdzić, czy któraś nie została przesunięta lub wyrwana.”[2]

Charakterystyczne przy tym, że powody do tajnego przeszukania są różne, w zależności od tego kiedy powstała powieść. W książkach powstałych do połowy XX wieku zwykle włamywacze szukają jakichś rzeczy. W późniejszych, częściej można przeczytać o montowaniu mikrofonów lub obiektywów niż o poszukiwaniu przedmiotów. Tak jak w „Kardynale z Kremla”:

Wykorzystał tę okazję, by wprowadzić do środka trzech innych oficerów z <Dwójki>, którzy wkręcili w ścianę działową między mieszkaniami mikrofony wielkości gwoździa.”[3] 

Dużo bardziej bezceremonialnie poczynają sobie funkcjonariusze wywiadu u Tomasza Sekielskiego. Obok zainstalowania urządzeń elektronicznych pozwolili sobie na ryzykowną konfiskatę urządzeń:

Chłopcy z grupy zabezpieczenia sprawili się znakomicie. Ukradli sprzęt, okablowali pokoje i podrzucili kilka gadżetów pomocnych w namierzaniu Solskiego, między innymi chipy wykorzystujące technologię RFID. Każdy taki chip drogą radiową komunikuje się z odbiornikiem, co pozwala na odnalezienie noszącej go osoby nawet z kilku kilometrów.”[4]

Także Frederick Forsyth łączy tajne przeszukanie z instalacją sprzętu nagrywającego i monitorującego. W jego książce przeszukiwany jest przede wszystkim komputer gospodarza:

Laptop stał na biurku. Wyjeto twardy dysk i umieszczono go w kopiarce napędów zwanej przez techników <skrzynką>. Z jednej strony skrzynki znalazł się twardy dysk Dardariego, z drugiej – czysty. Przekopiowanie całej zawartości zajęło czterdzieści cztery minuty, po czym twardy dysk wsadzono z powrotem do laptopa, nie pozostawiając żadnych śladów. (…)

Włączono laptop i wetknięto do niego pamięć USB. Następnie wprowadzono robaka, który poinstruował komputer, by śledził każde wciśnięcie klawisza klawiatury oraz przychodzące e-maile. Te dane miały być natychmiast przekazane do komputera Służby Bezpieczeństwa, który sporządzałby dokładny zapis za każdym razem, kiedy Pakistańczyk użyje swojego laptopa. A ten nie miałby o tym zielonego pojęcia.”[5]

Najbardziej zaskakujące uzasadnienie tajnego wejścia znależć można w książce Johna Le Carre. W jego opowieści włamywacze wkraczają do pokoju hotelowego nie po to, żeby coś sprawdzić lub zamontować, ale po to aby przenieść „figuranta” do pokoju, w którym łatwiej go będzie podsłuchiwać:

Wracam do hotelu, a oni dają mi klucz. <Zaraz, zaraz>, mówię . <Daliście mi dwudzieste pierwsze piętro, a nie czternaste. Pomyłka.> Uśmiecham się oczywiście. Każdy może popełnić błąd. Tym razem mam do czynienia z kobietą. Wygląda na twardą. <Nie ma mowy o pomyłce, Panie Lambert. Pański pokój jest na dwudziestym pierwszym piętrze. Numer 2109.> <Ależ skąd – odpowiadam – 1409. Proszę spojrzeć.> Miałem gdzieś tę kartę hotelową, którą się dostaje. Przeszukałem na jej oczach kieszenie, ale nie znalazłem jej. <Proszę mi uwierzyć. Mam doskonałą pamięć. Mój pokój miał numer 1409.> A ona wyciąga listę gości i pokazuje mi. Lambert, 2109. Jadę windą, otwieram drzwi i zastaję wszystko na swoim miejscu. Buty osobno. Koszule osobno. Skarpety osobno. Garnitury w tym samym porządku. Wszystko tak, jak w pokoju na czternastym piętrze. Wiesz co zrobili?

Znów przyznałem, że nie.

– Zdjęcia. Polaroidem.

– Po co mieliby to robić?

– Chcieli mnie podsłuchiwać. W pokoju 2109 była pluskwa, a 1409 był czysty. Nie odpowiadało im, więc mnie przenieśli.[6]

Przygotowanie

Tak jak wszystkie właściwie działania wywiadowcze, tajne przeszukanie wymaga starannego przygotowania. Oczywiście podstawowym elementem działań wstępnych jest staranne wytypowanie obiektu. Czasami jest to obiekt ogólnie dostępny (na przykład biuro, albo dom w którym można pod jakimś pretekstem, w obecności właściciela wejść do środka), tyle że ze względu na obecność innych osób nie da się w nim, w porze tej dostepności, wykonać planowanych czynności. Kiedy indziej mamy do czynienia z budynkiem starannie zamkniętym i pilnie strzeżonym.

Dlatego absolutnie podstawowym elementem przygotowanie jest właściwe rozpoznanie przyszłego miejsca działania. Najpierw trzeba mu się możliwie najbardziej starannie przyjrzeć.

Vladimir Volkoff proponuje, aby w pierwszej kolejności zdobyć plany budynku. Dobrze też zrobić przynajmniej kilka zdjęć. Jedno i drugie pod jakąś legendą. Np. pod pretekstem dokumentowania historycznej, albo nietypowej architektury:

Od osiemnastego wieku wnętrze pałacu Myszkinów musiało się zmienić, ale plany dają pojęcie o rozmiarach. W każdym razie, zgodnie ze zdjęciem satelitarnym, dziedziniec wewnętrzny jest wciąż w tym samym miejscu. Żeby zmylić tropy, poprosiłem też o plany pałacu Jusupowa, Antiszkina i Biełozierskiego. W tej bibliotece jest naprawdę wszystko. Obfotografowałem ten pałac z wszystkich stron. Byłoby naprawdę śmiesznie, gdyby mój projekt albumu fotograficznego architektury petersburskiej znalazł w Paryżu wydawcę, co nie?”[7]

Wizja lokalna

Zdaniem Fredericka Forystha, zdobycie planów i fotografii z pewnością nie wystarczy do zaplanowania skutecznego działania. Nic nie zastąpi dobrze przemyślanej wizji lokalnej, która pozwoli na obejrzenie zawiasów, zamków i futryn, a także stosowanego systemu alarmowego. W idealnej sytuacji może się zdarzyć okazja do neutralizacji zaabezpieczeń:

Dwadzieścia cztery godziny wcześniej Billy zapukał do drzwi apartamentu na ósmym piętrze Fontenoy House, ubrany w liberię drogiej kwiaciarni. W ręku trzymał ogromny bukiet kwiatów. Te rekwizyty pozwoliły mi bez trudu ominąć portiera na parterze. Po drodze uważnie odnotował kształt holu, miejsce, w którym znajduje się pokoik portiera, oraz drogę prowadzącą do schodów. (…)

Billy wyciągnął podkładkę z potwierdzeniem odbioru oraz długopis. Nie mogąc dać sobie rady ze wszystkimi trzema przedmiotami, zdenerowana lady Fiona poszła do salonu, aby odłożyć kwiaty. Billy został na chwilkę sam w małym holu. (…)

Zanim nacisnął dzwonek, przez minute lustrował korytarz, ramę drzwi i ściany. Szukał małego dzwonka wielkości orzecha włoskiego, czarnego przycisku lub przełącznika, którym można wyłączyć alarm. Nacisnął dzwonek dopiero wówczas, gdy z zadowoleniem stwierdził, iż żadnego takiego urządzenia nie zainstalowano.

Kiedy został sam, starannie obejrzał wewnętrzną framugę i ściany, szukając dzwonka lub przełącznika. Także tu go nie znalazł. Kiedy pani domu wróciła do przedpokoju, aby podpisać potwierdzenie odbioru, Billy wiedział już, że w drzwiach znajduje się zamek z zasuwą. Bez trudu rozpoznał produkt marki Chubb, a nie Bramah, który cieszył się sławą zamka nie do sforsowania.

Lady Fiona odebrała podkładkę i długopis, aby pokwitować. Na próżno. Billy włożył do środka pusty wkład, wyciskając resztę jego zawartości na kartkę. Przeprosił ja gorąco. Lady Fiona uśmiechnęła się szeroko i odrzekła, że to nie problem. Ma długopis w torebce, którą zostawiła w salonie. Kiedy po niego poszła, Billy znalazł to, czego szukał. Drzwi były połączone z systemem alarmowym.

Z krawędzi otwartych drzwi, wysoko po stronie zawiasów, wystawała mała wtyczka. Naprzeciwko niej, w ościeżnicy, dostrzegł mały kontakt. Wiedział, że w środku znajduje się mikroskopijny przełącznik firmy Pye. Po zamknięciu drzwi wtyczka wchodziła w kontakt i obwód się zamykał.

Po włączeniu alarmu antywłamaniowego mikroskopijny przełącznik uruchomiłby sygnał po otwarciu drzwi i przerwaniu obwodu. Billy potrzebował niecałych trzech sekund, aby wyjąć tubkę Superglue, wycisnąć odpowiednią ilość substancji do otworu z mikroprzełącznikiem i zalepić wszystko małą kulką plasteliny. Wystarczyły cztery sekundy, aby stwardniała jak kamień, uniemożliwiając przełącznikowi kontakt z wtyczką umieszczoną na krawędzi drzwi.

Kiedy lady Fiona wróciła z podpisanym pokwitowaniem, sympatyczny młody człowiek stał oparty o framugę. Na jej widok wyprostował się z przepraszającym uśmiechem, jednocześnie usuwając kciukiem nadmiar plasteliny. Później opisał Jimowi Rawlingsowi hol na parterze, położenie pokoiku portiera, schodów i wind oraz korytarza prowadzącego do drzwi mieszkania. Przedstawił też wygląd małego holu w mieszkaniu oraz fragment salonu, który zdołał zobaczyć.”[8]

Również Volkoff twierdzi, że w trakcie działań przygotowawczych ważne jest – jeżeli jest do tego okazja – zaplanowanie i usunięcie przeszkód na drodze odejścia:

Przy drzwiach wychodzących na dach Salem się zatrzymał. Wyciągnął z plecaka komplet śrubokrętów i wymontował zamek. Kolejno wyjmowane części układał na rozłożonym uprzednio na podłodze pergaminie. Korpus zamka szybko został rozmontowany i Salem zabrał się za cylinder. Wyjął z niego sprężyny i metalowe bolce.

– Co robisz, bracie?

– Wyjmuję zapadki, bracie. Zostawię tylko jedną. Nie będzie śladu włamania, a kiedy wrócę, będę musiał przesunąć tylko tę jedną zapadkę, której położenie zaznaczę na moim narzędziu. I otworzę drzwi, jakbym miał do nich klucz.”[9]

Aby, jak zauważa słusznie Vincent Severski, z wizji lokalnej było jeszcze więcej pożytku, można nakręcić film, który pozwoli później skutecznie działać w pośpiechu i przy słabym świetle:

Film operacyjny jakości HD, który obejrzał w Moskwie ukazywał mieszkanie do najdrobniejszego detalu. Nakręcił go sam Virag kilka miesięcy temu. Zza kadru słychać było jego zachrypnięty głos, wyjaśniający co gdzie się znajduje. Dlatego Popowski miał tak silne wrażenie, że zna ten dom jak własny, chociaż nigdy w nim nie był.”[10]

Kompletowanie informacji

Przeprowadzenie wizji lokalnej daje zwykle porcję przydatnych informacji. Wymagają one przeanalizowania i uzupełnienia. Tym bardziej, że zwykle przygotowujący akcję włamywacz nie ma takiego farta jak w powieści Forsytha lub Volkoffa i nie ma okazji do gmerania w zamkach lub przy czujkach alarmowych. Wtedy sam etap przygotowawczy nie pozwala na usunięcie niektórych barier i ułatwienie akcji. Umożliwia jednak rozpoznanie ryzyk. Na takiej podstawie konieczne jest przygotowanie kilkuetapowego planu, w którym przewidziane musi być dotarcie do właściwych pomieszczeń, forsowanie zamków i wyłączenie alarmów. Niektóre z elementów takiego planu daje się przygotować z dużym wyprzedzeniem. Planując działania „na wszelki wypadek”.

Wiktor Suworow opisuje jak wywiad radziecki (w czasach kiedy jeszcze w nim pracował) kolekcjonował przydatne do ewentualnych tajnych przeszukań środki. Na przykład klucze pozwalające bez zastosowania dodatkowych urządzeń dostać się w pobliże obiektu, na zamknięte podwórko, na klatkę schodową,  czy do piwnicy:

Mamy klucze od bardzo wielu garaży i bram domów, zamieszkanych głównie przez dyplomatów. Mogę również bez trudu dostać się do dowolnego wiedeńskiego hotelu. Mamy całą wielką szafę kluczy i wytrychów. Gdziekolwiek przejdzie ktoś z Akwarium, zrobi kopię klucza. Najważniejszy jest dobry system ewidencji i przechowywania, żeby zawsze móc na czas odnaleźć właściwy kluczyk.”[11]

Na potrzebę przygotowania zestawu pozwalającego otworzyć każde drzwi zwraca uwagę także Andrzej Zbych. Hans Kloss z pewnością był przewidującym oficerem wywiadu:

Wyjął swój uniwersalny scyzoryk, który zrobiono mu na zamówienie, kiedy w zeszłym roku był parę dni na urlopie w Wiesbaden. Przechadzał się wąskimi uliczkami nad Renem i przy jednej z nich, tuż przy starym porcie, dostrzegł mieszczący się w suterenie warsztat rzemieślniczy, nad którego wejściem widniał duży nóż. Bezmyślnie przystanął koło wystawy, przyglądał się scyzorykom o wielu ostrzach, przeznaczonym, jak głosiły stosowne napisy, dla rybaków albo myśliwych, i zdecydował się w jednej chwili.

Gdyby nie mundur oberleutnanta, stary rzemieślnik w stale spadających z nosa drucianych okularach mógłby pomyśleć, że ma do czynienia z włamywaczem. Kloss bowiem wyrysował mu dość kompletny zestaw kluczy i wytrychów, rozmaitych kształtów i rozmiarów. Żeby zaś uspokoić obywatelskie sumienie majstra i odwieść go od pomysłu zameldowania gestapo o dziwnym życzeniu klienta, zapytał, czy może otrzymać rachunek dla jednostki wojskowej. (…)

Wynik przeszedł najśmielsze oczekiwania Klossa. Drobne części kluczy, wcięcia i zgrubienia były ruchome i wymienne. Dzięki temu niemal nie było zamków dla oberleutnanta Klossa.”[12]

Podchodzenie do drzwi z kompletem wytrychów nie gwarantuje sukcesu, jeżeli nie uda się ustalić wcześniej jakiego rodzaju klucze otwierają zamek. Najlepiej wykorzystać wszystkie możliwe okazje, aby wytrych był najbardziej dokładnie podrobiony. Joseph Finder proponuje aby dotrzeć do kogoś, kto ma oryginalne klucze i spróbować je skopiować:

Wyjąłem błękitną plastikową apteczkę.

Wewnątrz zamiast plastrów i tym podobnych kryło się kilka małych plastikowych pojemników. W każdym z nich – porcja miękkiego wosku.

W błękitnym świetle obejrzałem klucze na jej breloczku. Niektóre wyglądały obiecująco. Może jeden z nich otworzy szafki z dokumentami na temat AURORY.

Kolejno przyciskałem klucze do wosku.”[13]

Najlepsze nawet przygotowanie zestawu kluczy lub wytrychów nie wystarczy. Warto pamiętać, że mieszkania czy biura sa także zabezpieczane w inny sposób. Każdy przypadek – jak zauważają Preston i Child – trzeba starannie przeanalizować:

Przeczytała raz i drugi wyświechtany egzemplarz podziemnego klasycznego podręcznika <Podstawy forsowania zamków>. Obawiała się jednak, że nowiutkie zamki w drzwiach domu mogły mieć specjalne karbowane zapadki, których otwarcie tradycyjnymi wytrychami było prawie niemożliwe.

No i jeszcze ta alarmowa taśma antywłamaniowa, na którą od razu zwróciła uwagę. To oznaczało, że nawet gdyby poradziła sobie z zamkiem, otwarcie drzwi uruchomiłoby alarm. Otwarcie lub wybicie okna spowodowałoby ten sam skutek. Poza tym, choć dom wydawał się zaniedbany i opuszczony, mogły w nim zostać zamontowane czujniki ruchu i alarmy laserowe.”[14]

O tym, że w  pomieszczeniach może być zainstalowany system alarmowy przypominał już wcześniej Frederick Forysth. Tym bardziej, jego zdaniem, trzeba sprawdzić, już w trakcie wstępnego rozpoznania, jakiego rodzaju system został zainstalowany, jakiej firmy i przez kogo:

Pod okapem widniała gustowna tablica z napisem: <Obiekt chroniony przez systemy zabezpieczeń Dedal>. Zrobiono jej dyskretne zdjęcie.”[15]

Kiedy znany jest już instalator systemu alarmowego, warto do miejsca przeznaczenia wysłać specjalistów, podszywających się pod jego pracowników, na przykład pod pretekstem awarii:

Pan Dardari nie był zachwycony, kiedy wezwano go, bo będąc w Londynie, wyszedł z domu, a pod jego nieobecność zarejestrowano fałszywy alarm. (…) Dał się ugłaskać i pozwolił, żeby technicy naprawili tę drobną usterkę.

Wpuścił ich do domu, popatrzył, jak zaczynają od szafki z komputerem, znudził się i poszedł do salonu, gdzie zmieszał sobie koktajl.

Gdy dwaj technicy, obaj z sekcji komputerowej MI5, zgłosili mu, że już skończyli, odstawił szklaneczkę i z wyniosłym rozbawieniem zgodził się przeprowadzić próbę. Wyszedł na dwór, po czym wszedł do środka. Zapiszczał brzęczyk. Dardari podszedł do szafki i wyłączył go. Na wszelki wypadek, stojąc w holu, zadzwonił po obraz ze swojej kamery szpiegowskiej. Na ekranie ujrzał siebie oraz dwóch techników stojących na środku korytarza.”[16]

Przeważnie jednak pomysł, aby podszywać się pod firmę konserwującą system alarmowy, jest nierealizowalny. Wtedy trzeba wymyśleć jak zdalnie sprawdzić sposób działania instalacji i jak się do niej włamać. Na taką ewentualność przygotowuje David Lagercrantz:

Ma w rękach małą, czarną skrzynkę, prawdopodobnie coś w rodzaju komputera albo terminalu GSM. Prawdopodobnie zhakował tym system alarmowy.

– Słyszałem o tym. Jak można zhakować system alrmowy?

– Jerker przyjrzał się i temu. Nie jest to łatwe, zwłaszcza w przypadku tak zaawansowanego alarmu, ale da się zrobić. System był połączony z internetem i siecią komórkową i nieprzerwanie wysyłał sygnały do Milton Security, do Slussen. Niewykluczone, że tą skrzynką rejestrował częstotliwość alarmu i w ten sposób go zhakował. Mógł też spotkać Baldera na spacerze i wykraść dane z jego NFC.

– Z czego?

– Near Field Communication – z funkcji w telefonie, dzięki której Balder aktywował alarm.”[17]

Oczywiście także zdalne włamywanie się do urządzeń elektronicznych trzeba robić w odpowiednim kamuflażu:

Nocny gość wyglądał jak wychudzony ćpun, ale musiał się świetnie znać na elektronice. W Milton Security byli przekonani, że to ten człowiek unieszkodliwił alarm, wyłączając wszystkie kamery i czujniki.”[18]

Czy ktoś jest w środku?

Nie mniej ważne, od sprawdzenia jaką przeszkodą okażą się techniczne zabezpieczenia, jest ustalenie w jaki sposób miejsce przeszukania jest pilnowane i czy ewentualne włamanie nie zostanie przerwane niespodziwaną wizytą.

Jak wspomina Frederick Forsyth, nic nie wolno robić w pośpiechu:

„- Załatwiłeś zespół penetracyjny? – spytał Harry. Miał na myśli włamywaczy, których Sekcja Techniczna trzyma do tajnych włamań.

– Nie. Po pierwsze, nie wiemy, czy w środku ktoś jest. Po drugie, mogli zainstalować urządzenia ostrzegawcze i zorientują się, że ktoś złożył im wizytę.”[19]

Również Preston i Child podpowiadają, że aby nie próbować wchodzić do pomieszczeń, w których ktoś może być w środku, najlepiej je przez jakiś czas obserwować:

Dom przy East End Avenue 428 sprawiał wrażenie opuszczonego – wewnątrz nie paliło się żadne światło. Obserwowała budynek przez cały dzień – nikt tam nie wchodził ani stamtąd nie wychodził.”[20]

Obserwacja może być prowadzona przez wyszkoloną ekipę, ale bardziej dyskretna i skuteczna może być przy współpracy z dronem. Jak ta opisywana przez Vladimira Volkoffa. Ma ona tę zaletę, że pozwala nie tylko na ustalenie kto i kiedy wchodzi do budynku, ale także np. kod wejściowy do drzwi zewnętrznych:

Wprawił w ruch czwarte i przedostatnie urządzenie, które tym razem utrzymywał w powietrzu, powoli zataczając kręgi nad drzwiami. Za każdym razem, gdy ktoś się do nich zbliżał, Husajn zniżał lot karalucha i notował wciskane cyfry, jeśli tylko udawało mu się je dojrzeć na ekranie. W ciągu godziny pojawiły się dwie osoby. Husajn odczytał im przez ramię trzy kombinacje: A2578 i A3689 lub A2689. Zadzwonił do Fatimy:

– Współrzędne: 76-68. Drzwi z kodem cyfrowym. Wypróbuj trzy następujące kombinacje… Jeśli drzwi się otworzą, wejdź i wyjdź, jakbyś tylko zostawiła tam list.”[21]

Zdjęcia zrobione przy pomocy drona lub zdobyte w inny sposób trzeba starannie przeanalizować. I o tym przypomina również Vladimir Volkoff:

Wyjął z niej pamięć zewnętrzną, którą podłączył do komputera. Pamięć zawierała oryginalne plany pałacu Myszkinów i setkę przedstawiających go zdjęć.

Zdjęcia potwierdzały to, co Husajn sam zdążył zaobserwować, a szczególnie obecność kamer, kraty w oknach parteru i pierwszego piętra oraz czujność strażników, patrolujących chodnik.”[22]

W ostateczności, jeżeli wcześniejsza obserwacja nie przyniosła rezultatów, albo nie było na nią czasu, można zaryzykować tak jak James Bond, w powieści jednego z kontynuatorów pomysłów Iana Fleminga – Wiliama Boyda:

Zdawał sobie sprawę, że to stara sztuczka włamywaczy – rzucić żwirem w okna sypialni i jeśli nie zapalą się światła, można właściwie bezpiecznie plądrować parter.”[23]

Wyposażenie

Rozpoznanie obiektu jest także niezwykle ważne dlatego, że pozwala optymalnie skompletować zestaw urządzeń niezbędnych do tajnego wejścia.

O tym jak dopasowywać ten zestaw zarówno do specyfiki miejsca, jak i tego co mogłoby się zdarzyć, radzą Preston i Child:

Pozbierała wytrychy i włożyła do plecaka wraz z innymi przyborami – niwielką, ręczną, przenośną wiertarką z zestawem wierteł do szkła, drewna, cegieł i betonu, przecinakiem do szkła, przyssawkami, paroma kawałkami przewodów i drutu, cęgami do zdejmowania izolacji z przewodów, kombinerkami, płaskimi lusterkami stomatologicznymi, prosrokątnymi zgłębniakami, paroma niewielkimi latarkami LED-owymi, pończochą na głowę, na wypadek gdyby w domu znajdowały się kamery, rękawiczkami, gazem pieprzowym, oliwą do zamków, paroma ściereczkami, taśma izloacyjną i farba w sprayu oraz dwiema komórkami, z których jedną ukryła w bucie.”[24]

Dopiero po wykonaniu tych wszystkich czynności pozwalających na możliwie najbezpieczniejsze zaplanowanie niejawnego przeszukania można przejść do następnych etapów: tajnego wejścia, realizacji zadań i bezpiecznego odejścia. Ale o tym w następnych odcinkach „kursu”.

Rozwinięta i uzupełniona wersja artykułu opublikowanego w Przeglądzie Bezpieczeństwa Wewnętrznego nr 6/11 z 2014 r. str. 223;


[1] Sir Artur Conan Doyle, „Plany łodzi Bruce-Partington”, przekład Anna Krochmal i Robert Kędzierski, str. 1065; w: Sir Artur Conan Doyle; „Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa”; przekład Anna Krochmal, Robert Kędzierski, Marta Domagalska, Zofia Wawrzyniak; Wydawnictwo REA; Warszawa 2011;

[2] Tom Clancy, Mark Greaney; „Zwierzchnik”; przekład Jan Dzierzgowski, Wojciech Górnaś, Antoni Górny, Krzysztof Heymer; Fabryka Sensacji; Warszawa 2014, str. 349;

[3] Tom Clancy; „Kardynał z Kremla”; przekład Leszek Erenfeicht; Wydawnictwo Fabryka Sensacji; Warszawa 2011, str. 266;

[4] Tomasz Sekielski; „Sejf”; Dom Wydawniczy Rebis; Poznań 2012, str. 80;

[5] Frederick Forsyth; „Czarna lista”; przekład Andrzej Niewiadomski; ; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2014, str. 231;

[6] John Le Carre; „Tajny pielgrzym”; przekład Jerzy Kozłowski; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2000, str. 149;

[7] Vladimir Volkoff; „Spisek”; przekład Beata Biały; Klub Książki Katolickiej; Dębogóra 2008, str. 300;

[8] Frederick Forsyth; „Czwarty Protokół”; przekład Zbigniew Kościuk; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2011, str. 12-14;

[9] Vladimir Volkoff; „Spisek”; przekład Beata Biały; Klub Książki Katolickiej; Dębogóra 2008, str. 331;

[10] Vincent V. Severski; „Niewierni”; Wydawnictwo Czarna Owca; Warszawa 2012; str. 532;

[11] Wiktor Suworow, „Akwarium”, przekład Andrzej Mietkowski, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2007, str. 305;

[12] Andrzej Zbych; „Stawka większa niż życie. Kurierka z Londynu”; Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej; Warszawa 1989, str. 69;

[13] Joseph Finder; „Paranoja”; przekład Paulina Braiter; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2013, str. 417;

[14] Douglas Preston, Lincoln Child; „Bez litości”; przekład Robert P. Lipski; Książki Gruner+Jahr Polska; Warszawa 2013, str. 415;

[15] Frederick Forsyth; „Czarna lista”; przekład Andrzej Niewiadomski; ; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2014, str. 226

[16] Frederick Forsyth; „Czarna lista”; przekład Andrzej Niewiadomski; ; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2014, str. 229;

[17] David Lagercrantz; „Co nas nie zabije”; przekład Irena i Maciej Muszalscy; Wydawnictwo Czarna Owca; Warszawa 2015, str. 196;

[18] David Lagercrantz; „Co nas nie zabije”; przekład Irena i Maciej Muszalscy; Wydawnictwo Czarna Owca; Warszawa 2015, str. 165;

[19] Frederick Forsyth; „Czwarty Protokół”; przekład Zbigniew Kościuk; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2011, str. 379;

[20] Douglas Preston, Lincoln Child; „Bez litości”; przekład Robert P. Lipski; Książki Gruner+Jahr Polska; Warszawa 2013, str. 416;

[21] Vladimir Volkoff; „Spisek”; przekład Beata Biały; Klub Książki Katolickiej; Dębogóra 2008, str. 324;

[22] Vladimir Volkoff; „Spisek”; przekład Beata Biały; Klub Książki Katolickiej; Dębogóra 2008, str. 307;

[23] William Boyd; „Solo”; przekład Agnieszka Sobolewska; Wydawnictwo WAB; Warszawa 2013, str. 312;

[24] Douglas Preston, Lincoln Child; „Bez litości”; przekład Robert P. Lipski; Książki Gruner+Jahr Polska; Warszawa 2013, str. 416;

Ostatnia modyfikacja: Maj 3, 2017