Krótki kurs szpiegowania

Jak wynika z samej jego nazwy, tajne przeszukanie powinno być przeprowadzone tak (z wyjątkiem przypadków obliczonych na zastraszenie, a nie zdobycie informacji), żeby osoba, w której rzeczach się grzebie, nie zorientowała się, iż ktoś ją kontrolował.

W pierwszej kolejności trzeba więc zadbać o to, aby o działaniach prowadzących rewizję nie dowiedzieli się sąsiedzi, czy ktoś inny, kto mógłby poinformować figuranta, że coś się wokół niego dzieje. Jest na to kilka sposobów. Jednym z nich jest kamuflaż.

Kamuflaż i asekuracja

Największy chyba szczególarz wśród pisarzy, John Le Carre, wskazuje na kilka sztuczek, które pozwalają na to, żeby ani sąsiedzi, ani gospodarz pomieszczenia nie zorientowali się co się dzieje:

Weszli do jego mieszkania we trzech, w kanarkowych kombinezonach z naszywkami pracowników firmy sprzątającej. Posłużyli się kluczem i niemal autentycznym listem z upoważnieniem od właściciela domu. Z kanarkowej furgonetki wynieśli odkurzacze, mopy i drabinę. Następnie zamknęli drzwi, zasunęli zasłony i przez równe osiem godzin panoszyli się w mieszkaniu Januki jak szarańcza, dopóki nie zostało tam już nic, czego by nie obejrzeli, nie sfotografowali i nie odstawili na swoje miejsce, pokrywając dotykane przedmioty warstwą kurzu z rozpylacza.”[1]

O tym, że najczęściej stosowany kamuflaż, to udawanie firmy zajmującej się sprzątaniem lub konserwacją pisze także Vincent Severski. Wprowadza zarazem dodatkowy element związany z kontrolą sytuacji, obserwację tego co robi osoba, której lokale są właśnie penetrowane:

W towarzystwie dwóch techników wszedł do domu przy Mjolnerbacken 65. Ubrani byli w niebieskie kombinezony serwisu wind osobowych, a w rękach mieli duże torby z narzędziami. (…)

Siedziała w swoim pokoju w FRA przed monitorem i śledziła sygnały telefonów komórkowych Claesa. Na drugim monitorze obserwowała jego interfejs, który był martwy. To znaczyło, że Claes jest w domu, lecz nie przy komputerze. Gdyby wybierał się na Risse, włączyłby pewnie program maskujący, tak jak poprzednio. (…)

– Jesteśmy w maszynowni. Winda wyłączona. Zaczynamy wiercić.”[2]

Kontrola lokatora, na którą zwraca uwagę Vincent Severski dotyczy nie tylko samego użytkownika lokalu, ale także, a może przede wszystkim – jak podkreśla Joseph Finder – ochrony:

Wyjął z torby dwie krótkofalówki Motoroli. Wręczył mi jedną, a potem zza pasa wyciągnął małe czarne radio, trzystukanałowy skaner policyjny.

– Pamiętsza częstotliwość ochrony? Około czterystu UKF, prawda?

Z kieszeni koszuli wyjąłem mały notes i odczytałem dokładną częstotliwość. Seth wprowadził ją do skanera, a ja tymczasem rozłożyłem plan piętra i zacząłem go studiować.”[3]

Nonszalancja i nadgorliwość

Trzeba jednak mieć świadomośc, że nawet najlepsze przebranie i staranne obserowanie przeszukiwanej osoby, na nic się nie zdadzą, jeżeli przeszukujący nie stosują się do procedur. Największym przeciwnikiem dobrze przygotowanej ekipy włamywaczy może być rutyna, albo zwykłe niechlujstwo.

Julian Siemionow w powieści o Stirlitzu pisze, jak łatwo się zorientować o wizycie zbyt pewnych siebie „fachowców”:

Sądząc po tym, że filiżanki w kuchni stały na innym miejscu, siedzieli u mnie w dzień ludzie Mullera.”[4]

Zdaniem Roberta Ludluma jeszcze gorszym od niechlujstwa problemem może być nadgorliwość. Przesada bywa nawet lepiej widoczna niż zaniedbanie:

Nagle coś zauważył. Drobniutki szczegół, szczegół, który mógł dostrzec jedynie ktoś, kto tu mieszkał: wypolerowany, połyskujący w słońcu blat mahoniowej komody.

Dziś rano leżała tam warstewka kurzu, pomyślał. (…) Ktoś go starł: starł, żeby zatrzeć za sobą ślady. Ktoś był w mieszkaniu: teraz nie miał co do tego żadnych wątpliwości.”[5]

W rolę człowieka, który musi obawiać się tajnego przeszukania wcielił się również John Le Carre:

Chodził od pokoju do pokoju, szukając obcych zapachów, trącając meble, daremnie usiłując sobie przypomnieć, w jakim położeniu je zostawił, otwierając szafy i szuflady. Na kursach z zachowania tajności powiedziano mu, że zawodowi szperacze filmują swoje poczynania, by mieć pewność, że odłożą wszystko na miejsce, i wyobraził sobie ich filmujących przeszukanie jego mieszkania.

Ale prawdziwy dreszcz poczuł dopiero wtedy, gdy podszedł do pendrive’a przyklejonego trzy lata temu z tyłu ślubnej fotografii dziadków. Wisiała tam, gdzie zawsze, w niemal ślepym końcu korytarzyka, między holem wejściowym i łazienką. Latami myślał o przewieszeniu jej, ale nie potrafił znaleźć gorzej oświetlonego ani mniej rzucającego się w oczy miejsca i w końcu dał sobie spokój.

Pendrive nadal tkwił za fotografią, zabezpieczony warstwami taśmy izolacyjnej; nic nie wskazywało na to, by ktoś przy nim majstrował. Kłopot w tym, że szkło przetarto z kurzu, pierwszy raz w dziejach, odkąd Lula zawitała do Islington. Nie tylko szkło, również ramkę. I nie tylko brzeg ramki, ale również górę, będącą znacznie poza zasięgiem rąk drobniutkiej Portugalki.”[6]

Przykład złego planowania, w którym ekipa realizacyjna nie dopracowała szczegółów, przytacza  Zbigniew K.S. Nowak. Przeoczenie tego, że w obiekcie przebywa płochliwe zwierzę, spowoduje oczywistą dekonspirację:

Na poddaszu zakładaliśmy podsłuch. Pokpiłem sprawę. Otwieram drzwi – kot dachowiec. Ja do niego: <Co, kiciu?>. A ten w nogi! No to my za nim: <Kici, kici>. Kot na dwór. My za nim. Dorwalibyśmy go, ale z klatki obok wyszedł małolat z jamnikiem (…). Kot wygina się i prycha jak kran: <Pchiii!>, i myk na topolę. My za nim. Kot na wierzchołek. I drze się jak majtek na bocianim gnieździe (…). No to jaki jest numer do straży: 998 czy 999? Przyjechali. Na sygnale. Zbiegowisko. Baby: <A czyj to kiciuś?>. Strażak zdjął kota. To my biegiem do domu, założyliśmy co trzeba i do firmy. Czekamy na powrót lokatorów. Słyszymy: Oho, wracają. Rozbierają się. Po chwili żona mówi do męża: <Ty. Popatrz, przecież to nie nasz kot!>.”[7]

Inny rodzaj wpadki, o którym wspomina John Le Carre, to przegapienie tego, że wraca któryś z domowników i może przyłapać ekipę „na gorącym uczynku”. Co prawda nawet wtedy, jeżeli inne elementy działania są dobrze zaplanowane, nie istnieje ryzyko złapania włamywaczy. Ale kłopot jest:

„ – Poszłam do domu. Otworzyłam furtkę i zobaczyłam cienie w oknie. W saloniku.

– Przez firanki?

– Dostali się przez drzwi kuchenne. Co chwila przechodzili tam i z powrotem przed oknem.

– Więc było ich więcej?

– Dwoje. Może troje. Chodzili jakoś tak lekko.

– Lekko?

– Poruszali się lekko. Zobaczyła mnie. Kobieta. Dziewczyna. Miała na sobie taki jakiś obcisły kombinezon. Zobaczyłam, że odwraca głowę, a potem chyba opadła na dywan i poczołgała się do kuchni. Drzwi do ogrodu były otwarte. (…) Pobiegłam na tył domu, bo myślałam, że może ich zobaczę. Ale jak tam już dotarłam, akurat odjeżdżała jakaś furgonetka. Nie zdążyłam przeczytać numeru.

– Jaka furgonetka?

– Zielona. Tylne szyby były przyciemnione. (…)

– Co na to policja?

– Połączyli mnie z działem kryminalnym. Odbrał jakiś sierżant. Pytał, czy coś zginęło. Powiedziałam, że nie. A oni na to, że przyjadą, jak będą mogli.[8]

Pułapki

Trzeba pamiętać, że osoby które coś ukrywają potrafią być bardzo sprytne. Jednym z przejawów takiej zapobiegliwości jest zakładanie pułapek. Może być ich wiele rodzajów.

Z tego powodu Tom Clancy podkreśla jak bardzo skomplikowanym problemem jest zapewnienie że ekipa włamywaczy będzie działać bez śladów:

Osobiście nadzorował rewizję w mieszkaniu Filitowa. Zajmowali się tym specjaliści w chirurgicznych rękawiczkach, skrupulatnie poszukujący najpierw ewentualnych pułapek. Mógł to być jakiś kawałek papieru, okruch, a nawet ludzki włos, którego zniknięcie z określonego miejsca zdradziłoby lokatorowi, że w mieszkaniu ktoś był. Dokładnie wszystko obfotografowano i natychmiast przekazano do wywołania, po czym ekipa przeszukująca przystąpiła do pracy.”[9]

A na co trzeba zwracać uwagę? Właściwie na wszystko. Przykładów najprostszych pułapek znaleźć można dziesiątki. Chociażby w książkach Berensona, Forsytha, Wołoszańskiego, Quinnella i Ludluma. Zwykle kawałki taśmy, włosy lub  nitki:

Wprawdzie konał ze zmęczenia, ale nie zapomniał o sprawdzeniu kawałka taśmy przyklejonej do futryny u góry oraz czarnej nitki przywiązanej na dole; obie były nietknięte.”[10]

W pokoju sprawdził kilka maleńkich pułapek, które zostawił: ludzkie włosy przylepione śliną w poprzek szuflad i do zamka torby podróżnej. Znikły. Ktoś przeszukał to miejsce.”[11]

Wszedł tam, aby sprawdzić okno, przez które można było wydostać się na schody pożarowe. Widok podwórza nie wzbudził jego podejrzeń, zaś nitka wystająca spod ramy wskazywała, że okno nie było otwierane.”[12]

Nitką, jak zauważa John Grisham można zabezpieczyć właściwie wszystko. Różnić się może tylko stopień skomplikowania jej umieszczenia:

Były to cztery szuflady identycznej wielkości, przy czym ostatnia znajdowała się piętnaście centymetrów nad podłogą. Marco brał bardzo cienką nitkę, wyciągniętą z pościeli – codziennie używał tej samej nitki. Lizał oba jej końce, zostawiając na nich możliwie najwięcej śliny, a potem przylepiał jeden koniec pod ostatnią szufladą. Drugi koniec mocował do bocznej prowadnicy w komodzie, dzięki czemu niewidoczna nić zmieniała pozycję, gdy ktoś otworzył szufladę.”[13]

Co ważne, włosy czy nitki wcale nie muszą być przyklejone do przedmiotów. Jak uprzedza Martin Zelenay, mogą być ukryte np. w zamku:

Niski barczysty odblokował kłódkę, zdjął łańcuch z metalowych drzwi i otworzył je. Za nimi były następne. Latarką poświecił w środek zamka: był tam kawałek nitki.”[14]

Według Johna Le Carre podobną do nitki rolę może pełnić prawie wszystko. Na przykład kawałki zaschniętego lakieru:

Między framugą a krawędzią drzwi, wyposażonych w dwa zamki, jeden z zasuwką Banhama i drugi Chubba, tkwiły dwa oderwane kawałki lakieru, oba wielkości paznokcia, wsunięte między drzwi a framugę nad i pod Banhamem – dawne przyzwyczajenie po latach pracy w terenie. (…) Opuszkami palców sprawdził, czy są na miejscu.”[15]

Nie mniej skuteczne od taśmy, nitki czy włosa może być staranne, dokładnie wymierzone, ułożenie rzeczy. Graham Greene wyjaśnia, że ostrzec o przeszukaniu może nawet ogólne wrażenie: 

Kiedy otworzyłem drzwi, zorientowałem się, że mój pokój przeszukano: ja nigdy nie zostawiłem go w takim porządku.”[16]

Vladimir Volkoff dodaje, że bałagan wcale nie musi być naturalny. Jeżeli ktoś jest zbyt uporządkowany, powinien go celowo sprokurować:

Aranżując trudny do odtworzenia przez ewentualnych nieproszonych gości bałagan, Libańczyk porozkładał w sypialni i w salonie swoje krawaty od Hermesa, koszule od Charveta i slipy od Guy Larocha; na marmurowym stoliku leżały też rozrzucone byle jak dziesiątki drobnych prezentów (czekoladki, perfumy, plastykowe zegarki, pióra, kalendarze, mydełka) przeznaczonych dla rosyjskich przyjaciół.”[17]

Dużo bardziej metodycznie do układania rzeczy podszedł Quinnell. On nie polega tylko na ogólnym wrażeniu:

Mam takie przyzwyczajenie, że zawsze układam wszystko równiutko. Papiery na biurku, gazety na szafce nocnej. Wczoraj wieczorem położyłam teczkę tam, na blacie, dopasowując ją do linii glazury… Spójrz jak leży teraz.

Lisa pochyliła się, żeby lepiej widzieć. Teczka leżała pod pewnym kątem do linii kafelków.”[18]

Z kolei skoncentrowanie się na jednym szczegółowym elemencie, niezauważlnym dla osób postronnych zaleca John Grisham. W opisywanym przypadku wybrał niewielką plamę z atramentu:

Blat biurka zrobiony z twardego drewna był poplamiony i porysowany przez dziesięciolecia używania. Jednym z  defektów była niewielka plamka – Marco uznał, że najprawdopodobniej z atramentu. Miała wielkość małego guzika i znajdowała się niemal dokładnie pośrodku biurka. Wychodząc z domu, umieszczał każdego ranka róg kartki z notesu dokładnie na środku plamki. Na coś takiego nie zwróciłby uwagi szpieg nawet najbieglejszy w swoim fachu.

I nie zwracał. Ktokolwiek wślizgiwał się do jego pokoju na codzienne przeszukanie, nigdy, nawet raz, nie zadał sobie na tyle trudu, by odłożyć książki i papiery precyzyjnie na dawne miejsce.”[19]

Bardzo sprytną, choć zarazem prostą sztuczkę proponuje Zbigniew K.S. Nowak:

Opowiadał: <Idziemy na tajne przeszukanie. Otwieramy drzwi – wykładzina nówka i… świeża plama>. Co się okazało? Za drzwiami stała lampka z oliwą.”[20]

Połączenie kilku sposobów, ukrytej szpilki i dokładnego zaplanowania ułożenia rzeczy wydaje się bezpieczniejsze niż tylko jeden „patent”. Tak przynajmniej uważa Robert Ludlum, który w „Zdradzie Tristana” zastosował kombinację pułapek:

Powoli wyjął klucz i sięgnął do górnej krawędzi drzwi, która wystawała z futryny na kilka milimetrów. Wychodząc, położył tam szpilkę. Szpilka zniknęła.

Ktoś był w jego mieszkaniu.”[21]

I w kolejnych pomieszczeniach:

Drzwi do sypialni były zamknięte: kolejny dowód na to, że ktoś go odwiedził. Zawsze zostawiał je otwarte. Mieszkał sam, więc przed wyjściem z domu nie musiał ich zamykać. (…) Wróciwszy do salonu, zauważył jeszcze coś: butelkę Delamain Reserve de la Famille Grande Champagne Cognac na barku. Zwykle stała naklejką do pokoju – teraz stała odwrotnie. (…)

Otworzył mahoniowe pudełko na papierosy i stwierdził, że ich podwójna warstwa jest naruszona. Przerwa w warstwie górnej była uprzednio po trzecim papierosie od końca – teraz po piątym. Ktoś je wyjął, żeby przeszukać pudełko. (…)

Znalazł też inne ślady. Zamiast po lewej, włącznik antycznej, mosiężnej lampy był teraz po prawej stronie, co wskazywało, że ktoś ją podniósł. (…) Słuchawka telefonu – leżała inaczej, inaczej zwisał izolowany płótnem przewód. (…) Przesunął również ciężki, ozdobny marmurowy zegar na kominku: zdradził to zarys jego podstawy w warstwie zalegającego tam kurzu. (…)

Szybko wrócił do sypialni i otworzył szafę w głębokiej niszy. Garnitury i koszule wisiały jak dawniej, ale odstępy między wieszakami były teraz inne. Ktoś ostrożnie wyjął ubranie i przeszukał kieszenie.”[22]

Podobną kombinację dwóch rodzjów przeszkód zastosował też Ian Fleming. James Bond oczywiście łatwo się zorientował:

Przed udaniem się na rozmowę Bond poszedł do łazienki, z dala od tej jakby gapiącej się dziury w suficie, i nie bacząc na ból, wyrwał sobie pół tuzina włosów. Następnie, wybierając książki do zabrania ze sobą, rozmieścił je niepostrzeżenie wśród innych papierów i w paszporcie. Wszystkie te włosy znikły. Ktoś przeglądał wszystkie jego książki. Wstał i podszedł do komody, niby po chustkę od nosa. Tak jest: dyskretny wzór, w który ułożył wszystkie swoje rzeczy, był odrobinę zakłócony.”[23]

Warto też wrócić do instrukcji Johna Grishama. W „Prawniku” rekomenduje on nie tylko przyklejenie nitek, specjalne ułożenie rzeczy oraz sfotografowanie ich. Dla pewności jeszcze warto wzbudzić czujność sąsiadów:

Starannie pozakładał pułapki. Przygotował kilka dziesięciocentymetrowych kawałków brązowej nici i poprzyklejał je od spodu do trzech wewnętrznych par drzwi i futryn. Kiedy stał i spoglądał w dół, upewnił się, że nici były prawie niewidoczne na tle bejcy pokrywającej dębowe drewno. Gdyby ktokolwiek wszedł, zerwałby nitki. Wzdłuż jednej ze ścian salonu ułożył sterty podręczników, notesów, teczek z różnymi papierami, w zasadzie rzeczy bezużytecznych, z którymi nie był jeszcze gotów się rozstać. Porozkładał wszystko na chybił trafił, ale potem sfotografował całość aparatem cyfrowym. Każdy, kto by to przeglądał, byle jak rzucałby rzeczy z powrotem na stos, a wtedy Kyle wiedziałby, że miał gościa. Poinformował swoją nową sąsiadkę, starszą panią z Tajlandii, że wyjeżdża na cztery dni i nie spodziewa się żadnych wizyt. Jeśli kobieta coś podejrzanego usłyszy, niech wezwie gliniarzy.”[24]

Zastawianie pułapek w szczególnie skomplikowany sposób pozwala nie tylko ustalić fakt, że było tajne wejście. John Le Carre twierdzi, że jeżeli są one zrobione w sposób szczególnie przemyślany, można się zorientować nawet o tym, kto to przeszukanie przeprowadził:

Ale skoro właściciel parasola wiedział o odpryskach lakieru i o tym, jak włożyć je z powrotem między drzwi po dostaniu się do środka, i że pamiętał, by z powrotem oprzeć koperty o drzwi, naprzód na pewno zaznajomiwszy się z treścią listów, bez wątpienia znał też Smileya; nie był więc kochankiem, tylko zawodowcem jak gospodarz, musiał z nim kiedyś blisko współpracować i znać jego zwyczaje.”[25]

Lasery i kamery

W czasach wszechobecnej elektroniki trudno sobie wyobrazić, aby zabezpieczenia przed tajnym przeszukaniem miały polegać wyłącznie na przyklejaniu włosów lub odpowiednim wieszaniu koszul. Projekt prostego urządzenia elektrycznego można znaleźć u Bogusława Wołoszańskiego:

Przeszedł na koniec długiego korytarza i zatrzymał się przed drzwiami z numerem cztery. Obejrzał się, czy nikt go nie obserwuje, a potem nacisnął obudowę włącznika światła. Odskoczyła, a on dostrzegł żaróweczkę, ledwo widoczną między przewodami. Nie świeciła, co znaczyło, że nikt nie wchodził do tego mieszkania. Achmerow zainstalował przemyślny sygnalizator w drzwiach, których otwarcie powodowało zapalenie się żaróweczki, a ich zamknięcie nie wyłączało jej, Gdyby pod jego nieobecność ktokolwiek wszedł do środka, światełko wśród kabli ostrzegłoby go.”[26]

Równie nieskomplikowaną instalacją zabezpieczył obiekt Clive Cussler:

Skierował się na drugie piętro. Jeden ze stopni ugiął się lekko pod jego stopą i Weeks się domyślił, że pod spodem jest ściemniacz elektrycznego światła w pokoju Tommy’ego nad salonem gry, żeby go ostrzegać, że ktoś idzie.”[27]

Ważną cechą urządzeń elektronicznych jest to, że często nie da się ich bez śladów wyłączyć. Ale zdaniem Josepha Findera nie musi to być problemem. Jeżeli czegoś nie da się wyłączyć, to może wystarczy to oślepić:

Wyciągnąłem z kieszeni niewielka puszkę z olejem Pam do smażenia w aerozolu. Podskoczyłem ku kamerze i spryskałem obiektyw. Ujrzałem warstewkę oleju na szklanym oku. (…)

Teraz kamera była ślepa. Pokonana – lecz nie w sposób, który przyciąga natychmiastową uwagę. Ktokolwiek obserwował monitor, widział tylko rozmazany obraz. Może uzna, że to wina prac remontowych na piętrze, o których ich uprzedzono? Jeden rozmazany obraz na jednym z wielu monitorów nie rzuca się w oczy.”[28]

Na podobny problem zwracają uwagę Preston i Child. Ich zdaniem pewnych zabezpieczeń nie da się usunąć. Trzeba więc je umiejętnie zidentyfikować i próbować ominąć:

Obawiając się czujników ruchu, poświeciła latarką do środka, ale nie dostrzegła zbyt wiele poza stosami książek i starymi regałami. (…) Używając lusterka stomatologicznego skierowała promień latarki we wszystkie kąty pomieszczenia, ale nie zauważyła niczego, co przypominałoby czujniki ruchu albo laserowe i podczerwone urządzenia alarmowe.”[29]

Najbardziej skomplikowany system kontroli, stale nadzorowany przez lokatora, nawet w czasie jego dalekich wyjazdów, zaprojektował Martin Zelenay. Po pierwsze przewidział, że obiekt musi być stale monitorowany i to różnego rodzaju urządzeniami. Wejście do takich lokali to prawdziwa sztuka, wymagająca starannego rozpoznania:

Ludzie tutaj proponują, żeby z sąsiedniego mieszkania prześwietlić wnętrze przez ścianę i sprawdzić, czy nie założono ładunków wybuchowych, oraz… (…) Powinieneś spróbować wprowadzić kamerę pod drzwiami wejściowymi mieszkania i podsłuch, czujniki…

– Posłuchaj, Jay. Wiem co oni by zrobili. To samo wie Serov, a ten gość nie wygląda na idiotę. Jeżeli to miejsce jest, jak podejrzewam, jego systemem wczesnego ostrzegania, to zależy mu tylko na tym, żeby dowiedzieć się, kiedy zaczniemy się do tego mieszkania dobierać. Podejrzewam, że założył tam aparaturę, która wykryje każdą próbę prześwietlania, przewiercania, podsłuchiwania, filmowania czy czego tam jeszcze. Jest tam zainstalowany numer, na który dzwonił Gate, prosząc go o telefon. I ten oddzwonił po pięciu minutach. Czyli rozmowy są do niego przekazywane. Podejrzewam, że przekazywany jest również obraz z kamery na zewnątrz, z kamer i mikrofonów w środku oraz sygnały z rozmaitych czujników.”[30]

Co ważne system alarmowy powinien być tak skonfigurowany, żeby po jego uruchomieniu nie dało się namierzyć odbiorcy alarmu. Jego miejsce ukrycia jest zwykle nie mniej ważne niż integralność wykorzystywanych pomieszczeń:

W apartamencie w Mayfair działała prosta instalacja alarmowa z czujnikami ruchu w każdym pokoju oraz czujnikami stykowymi w drzwiach wejściowych. Dodatkowo założył trzy mikrofony różnej czułości i wszystko to podłączył do urządzenia zamontowanego razem z telefonem komórkowym w mieszkaniu. W razie otrzymania sygnału z systemu alarmowego lub z któregoś z mikrofonów urządzenie to uruchamiało połączenie telefoniczne z innym numerem w Londynie, gdzie była jedynie automatyczna sekretarka.

System ten nie dawał co prawda obrazu z mieszkania, ale nie wymagał korzystania z internetu; łączył z wynajętym w Londynie numerem, którego ewentualne namierzenie nie stanowiło dla Serova zagrożenia. On sam mógł zadzwonić pod wynajęty numer z jakiegokolwiek aparatu – pozostawał poza zasięgiem Sigint. Tak w każdym razie sądził.”[31]

Po rozpoznaniu systemów służących monitoringowi trzeba się zastanowić jak dostać się do środka, tak aby nie uruchomić alarmów. A przecież przeciwnik zrobił wszystko żeby to utrudnić:

Wszystko było w porządku, metalowe drzwi zaryglowane od środka. Za nimi mogły tylko biegać szczury. O piwnicę obawiał się najmniej. Kabel światłowodowy był tak zabezpieczony, że każda próba dotarcia poza komórką do wiązki przewodów w specjalnej izolacji musiałaby się skończyć uruchomieniem alarmu. Dowiedziałby się o tym natychmiast – automatycznie zadzwoniłby telefon komórkowy, z którym się nie rozstawał. Tak też stałoby się, gdyby wyważono drzwi komórki. Był pewien, że jego system wczesnego ostrzegania jest niezawodny.”[32]

Przy tak rozbudowanym systemie bezpieczeństwa warto się zastanowić, czy w ogóle da się dostać do środka. Vincent Severski wyjaśnia, że są sytuacje, w których lepiej odpuścić:

Średnio zdolny haker czy cracker był w stanie tak zabezpieczyć swój komputer i mieszkanie przed niechcianymi gośćmi, że jakiekolwiek pomysły cichej penetracji nie mogły być w ogóle brane pod uwagę. Podobnie sprawa się miała z ewentualnym wejściem do jego komputera od strony sieci. Claes był w stanie stworzyć zapory nie do przejścia, jak również zniszczyć zawartość dysków w razie rozpoznania intruza przez komputer.”[33]

Nie tylko mieszkania i biura

Celem działania nie musi być budynek. Może być cokolwiek. Najczęściej samochód.

Jak wyjaśnia Henryk Bosak, należy się nawet liczyć z regularnymi sprawdzeniami:

W każdej chwili mogła nastąpić rutynowa penetracja jego samochodu, dokonywana okresowo przez kontrwywiad szwajcarski”.[34]

Vladimir Volkoff przypomina, że podobnie jak w opisywanych przez Suworowa przypadkach kolekcjonowania kluczy do klatek schodowych, bram i mieszkań, a także Mackiewicza (kluczyków do walizek), warto kolekcjonować kluczyki do samochodów:

Dałem mu kluczyki do samochodu. Była to półciężarówka, którą Tołstoj wypożyczył kilka miesięcy wcześniej z warsztatu. Zrobił sobie duplikat kluczyków <na wszelki wypadek>. Pewnie miał pełne kieszenie takich gadżetów <na wszelki wypadek>.”[35]

Obok przeszukiwania samochodów, nawet jeszcze częściej można spotkać przeszukiwanie śmieci. Douglas Preston i Lincoln Child uważają je chyba za ciekawsze od biur czy bagażników:

Na końcu podjazdu dumnie sterczał pojemnik na śmieci, wypchany po brzegi odpadkami i roztaczający wokół odrażający fetor gnijących krewetek. (…) Ponownie zanurzył rękę w odpadkach i tym razem trafił na plik papierów. Okazało się, że to prace domowe z matematyki małego chłopca (…). Zatopił w pojemniku obie ręce, przedzierał się coraz niżej przez oślizłą materię, aż ponownie trafił na papiery. Zacisnął na nich palce i wydobył na powierzchnię. Były tym, co miał nadzieję znaleźć – rachunkami. A na samym wierzchu leżał ten najcenniejszy: telefoniczny z dołączonym billingiem.”[36]

Do śmieci sporą wagę przywiązuje także Tom Clancy:

Zamierzam przejrzeć śmieci tego gościa. Być może przepuszcza je przez niszczarkę, ale jeśli tak nie jest, to w moje ręce wpadną dziesiątki tysięcy dalszych informacji, a on nawet nie zorientuje się, co jest grane. Potrzebuję jedynie, byś podczas moich poszukiwań obserwował ulicę.”[37]

Po krótkim planowaniu można przystąpić do działania. Zwykle nawet nie warto ich zabierać. Wystarczy sfotografować, albo jeszcze lepiej zeskanować:

Dostrzegł trzy duże pojemniki na odpady, stojące w rzędzie pod klatką schodową. Klapa nad jednym z nich była otwarta, a ze środka wystawały przemieszane z innymi śmieciami papiery. (…)

– Nie dasz rady zwędzić wszystkich tych śmieci – powiedział Sandy.

– Nie musimy tego robić. – Jack pokazał Sandy’emu swój telefon.

– Nie do końca rozumiem.

– Przeskoczę przez płot i włączę kamerę wideo. Chwycę stos papierów i przerzucę je najszybciej, jak się da. Każdy arkusz mogę nagrywać nie dłużej niż przez ułamek sekundy. Następnie wyślę plik z nagraniem do aplikacji archiwizującej, którą sobie zainstalowałem. Aplikacja użyje optycznego rozpoznawania znaków, przeglądając każdą klatkę filmiku i zapisując wszystkie liczby i słowa, w których potem będę mógł swobodnie szperać. (…)

Samo zbieranie danych z dokumentów znajdujących się w koszach na śmieci przebiegło zaskakująco gładko. Jack wspiął się na płot, gdy nikogo nie było w pobliżu, po czym zeskoczył na ziemię i popędził do kubłów. W dwóch z nich nie było żadnych papierów, ale ostatni zawierał setki dokumentów, kopert i innych materiałów wyglądających na istotne. Jack zanurkował głęboko do wnętrza kubła, by ukryć światło z telefonu przed wzrokiem przechodniów, po czym szybko przejrzał strony, kierując na nie obiektyw aparatu w telefonie. Tymczasem Sandy przechadzał się wzdłuż ulicy przed budynkiem. Był w stałej łączności telefonicznej z Ryanem i poza uporczywym powtarzaniem Ryanowi, by się pospieszył, sprawdzał się całkiem nieźle w roli czujki.

Ryan wrócił na ulicę, nim upłynęło dziesięć minut, i ruszyli z powrotem w kierunku hotelu.

– I co, upaprałeś się w rybich flakach i innych tego typu śmieciach? – spytał Sandy.

– Randolph Robinson prowadzi niespodziewanie czyste biuro. Część dokumentów przepuścił przez niszczarkę, ale jak większość ludzi jest zbyt leniwy, by niszczyć wszystko. Mam setki dokumentów, kopert, ulotek i odręcznych notatek.”[38]

Bardzo interesującym miejscem, według Henryka Bosaka, powinna być hotelowa skrytka:

Scorford spiesząc się, tym razem zamknął swą teczkę w hotelowej skrytce, zabierając od niej klucz. Nie wiedział, że <Zula> miała od dawna jego duplikat.

Otworzenie teczki zajęło jej trochę czasu. Nie mogła zostawić śladów, a tym bardziej uszkodzić zamka. Jednak udało się. W teczce było kilka dokumentów, ale cennych.”[39]

Specyficznym miejscem do przeszukania bywają piwnice. Jak można przeczytać u Martina Zelenay, interesująca jest nie tylko ich zawartość, ale także to, że mogą się w nich mieścić podłączenia systemów alarmowych, albo innych urządzeń elektronicznych pracujących w docelowym lokalu:

Trzej komandosi przez dwadzieścia minut wydłubywali zaprawę i wyjmowali cegły. Gdy otwór w ścianie był ostatecznie duży, jeden z nich przeszedł do sąsiedniej piwnicy na rekonesans. Ustawił w piwnicznym korytarzu czułą aparaturę, wychwytującą najsłabszy nawet sygnał.

W ciężarówce zaparkowanej nieopodal odczytano te sygnały i stworzono mapę instalacji. Wykryto sygnał kamery zainstalowanej w jednej z komórek. Stwierdzono, że tylko ta komórka ma solidne metalowe drzwi.

Aparatura, która zaczęła działać w piwnicy, mogła wykryć każdą instalację z wyjątkiem światłowodowej, gdyż ta nie emituje żadnych sygnałów elektromagnetycznych. Cienkie jak włos przewody z włókna szklanego umieszczone w specjalnej izolacji są w rzeczywistości kanałami do prowadzenia fali świetlnej.

Do piwnicy weszła następna grupa komandosów. Ich zadaniem było zlokalizowanie tego przewodu, którego nie mieli na mapie, zainstalowanie na nim urządzeń przechwytujących sygnały światłowodowe i wyprowadzenie ekranowanych kabli do nadajnika ukrytego w piwnicy sąsiedniego budynku. Mieli ze sobą duże czarne pojemniki.

O to, by dowiedzieć się, co zawierały, bezskutecznie walczyły wywiady wszystkich państw świata.”[40]

Już w poprzednich odcinkach poświęconych tajnemu przeszukaniu można się było zorientować jak bardzo skomplikowana i ryzykowna jest to metoda zdobywania informacji. Jednakże dopiero opisy stosowanych zabezpieczeń i pułapek uświadamiają, że aby się udało, trzeba wręcz aptekarskiej dokładności i zegarmistrzowskiej precyzji. No bo z czym innym można porównać wydłubywanie odprysków lakieru z framugi, albo szukanie włosa w szufladzie z ubraniem?

 

Rozwinięta i uzupełniona wersja artykułu opublikowanego w Przeglądzie Bezpieczeństwa Wewnętrznego nr 6/11 z 2014 r. str. 223;

 


[1] John Le Carre, „Mała Doboszka”, przekład Bohdan Maliborski, Świat Książki, Warszawa 2009, str. 219

[2] Vincent V. Severski; „Niewierni”; Wydawnictwo Czarna Owca; Warszawa 2012; str. 792;

[3] Joseph Finder; „Paranoja”; przekład Paulina Braiter; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2013, str. 437;

[4] Julian Siemionow; „Siedemnaście mgnień wiosny”; przekład Zdzisław Romanowski; Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej; Warszawa 1985, str. 249;

[5] Robert Ludlum; „Zdrada Tristana”; przekład Jan Kraśko; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2004, str. 55;

[6] John Le Carre; „Subtelna prawda”; przekład Paweł Korombel, Wydawnictwo Sonia Draga; Katowice 2013, str. 280;

[7] Zbigniew K.S. Nowak; „Kapitan Goethe”; Świat Książki; Warszawa 2006, str. 137;

[8] John Le Carre; „Przyjaźń absolutna”; przekład Jan Rybicki; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2004, str. 139;

[9] Tom Clancy; „Kardynał z Kremla”; przekład Leszek Erenfeicht; Wydawnictwo Fabryka Sensacji; Warszawa 2011, str. 206;

[10] Alex Berenson; „Wierny szpieg”; przekład Cezary Murawski; Wydawnictwo Sonia Draga; Katowice 2006, str. 208;

[11] Frederick Forsyth; „Czarna lista”; przekład Andrzej Niewiadomski; ; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2014, str. 133;

[12] Bogusław Wołoszański; „Twierdza szyfrów”; Wydawnictwo Wołoszański; Warszawa 2004, str. 37;

[13] John Grisham; „Ułaskawienie”; przekład Krzysztof Obłucki; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2014, str. 253;

[14] Martin Zelenay; „Tajny raport Millingtona”; przekład Marcin Osiowski; Wydawnictwo Znak; Kraków 2014, str. 115;

[15] John Le Carre; „Szpieg”; przekład Jan Rybicki; Świat Książki; Warszawa 2011, str. 35;

[16] Graham Greene; Spokojny Amerykanin”; przekład Ewa Penksyk-Kluczkowska; Wydawnictwo Sonia Draga; Katowice 2012, str. 35;

[17] Vladimir Volkoff; „Spisek”; przekład Beata Biały; Klub Książki Katolickiej; Dębogóra 2008, str. 304;

[18] A.J. Quinnell; „Szlak łez”; przekład Grzegorz Kołodziejczyk; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2004, str. 95;

[19] John Grisham; „Ułaskawienie”; przekład Krzysztof Obłucki; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2014, str. 253;

[20] Zbigniew K.S. Nowak; „Kapitan Goethe”; Świat Książki; Warszawa 2006, str. 41;

[21] Robert Ludlum; „Zdrada Tristana”; przekład Jan Kraśko; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2004, str. 54;

[22] Robert Ludlum; „Zdrada Tristana”; przekład Jan Kraśko; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2004, str. 56;

[23] Ian Fleming; „James Bond. W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”; przekład Robert Stiller; Przedsiębiorstwo Wydawnicze Rzeczpospolita SA, str. 120;

[24] John Grisham; „Prawnik”; przekład Krzysztof Bereza; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2009, str. 109;

[25] John Le Carre; „Szpieg”; przekład Jan Rybicki; Świat Książki; Warszawa 2011, str. 36;

[26] Bogusław Wołoszański; „Twierdza szyfrów”; Wydawnictwo Wołoszański; Warszawa 2004, str. 36;

[27] Clive Cussler; „Szpieg”; przekład Maciej Pintara; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2014, str. 148;

[28] Joseph Finder; „Paranoja”; przekład Paulina Braiter; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2013, str. 448;

[29] Douglas Preston, Lincoln Child; „Bez litości”; przekład Robert P. Lipski; Książki Gruner+Jahr Polska; Warszawa 2013, str. 418;

[30] Martin Zelenay; „Tajny raport Millingtona”; przekład Marcin Osiowski; Wydawnictwo Znak; Kraków 2014, str. 311;

[31] Martin Zelenay; „Tajny raport Millingtona”; przekład Marcin Osiowski; Wydawnictwo Znak; Kraków 2014, str. 372;

[32] Martin Zelenay; „Tajny raport Millingtona”; przekład Marcin Osiowski; Wydawnictwo Znak; Kraków 2014, str. 338;

[33] Vincent V. Severski; „Niewierni”; Wydawnictwo Czarna Owca; Warszawa 2012; str. 687;

[34] Henryk Bosak; „Werbownik”; Wydawncitwo Jaworski; Warszawa 2002, str. 165;

[35] Vladimir Volkoff; „Werbunek”; przekład Beata Biały; Klub Książki Katolickiej; Dębogóra 2007, str. 427;

[36] Douglas Preston, Lincoln Child; „Miecz Gideona”; przekład Katarzyna Kasterka; Książki Gruner+Jahr Polska; Warszawa 2012, str. 28;

[37] Tom Clancy, Mark Greaney; „Zwierzchnik”; przekład Jan Dzierzgowski, Wojciech Górnaś, Antoni Górny, Krzysztof Heymer; Fabryka Sensacji; Warszawa 2014, str. 150;

[38] Tom Clancy, Mark Greaney; „Zwierzchnik”; przekład Jan Dzierzgowski, Wojciech Górnaś, Antoni Górny, Krzysztof Heymer; Fabryka Sensacji; Warszawa 2014, str. 153-155;

[39] Henryk Bosak; „Rezydent z Genewy”; Wydawnictwo Jaworski; Warszawa 2002, str. 253;

[40] Martin Zelenay; „Tajny raport Millingtona”; przekład Marcin Osiowski; Wydawnictwo Znak; Kraków 2014, str. 339;

Ostatnia modyfikacja: Maj 12, 2017