Krótki kurs szpiegowania

Po prawidłowym wytypowaniu i „opracowaniu” obiektu, a także po poinstruowaniu osób mających dokonać przeszukania, czego mają szukać i na co zwracać uwagę, można przystąpić do działania. Ważne jest jeszcze takie dobranie terminu wejścia, aby prawdopodobieństwo że ktoś zaskoczy uczestników tajnej operacji było możliwie najmniejsze.

Aby włamanie (bo także tak właściwie można określić tę czynność) przebiegło prawidłowo należy przestrzegać kilku podstawowych zasad. Przypomina o nich Vincent Severski.

Zasady

Autor „Niewiernych” podkreśla, że te podstawowe zasady to: asekuracja działania, dyskretne zachowanie, ustalenie pułapek i unikanie sytuacji utrudniających pracę innym członkom ekipy, szczególnie gdy „wejście” musi trwać dłużej. Na przykład kilka dni. Jak pisze Severski:

Nawet nie musiał specjalnie sprawdzać. Mieszkanie było puste. (…) Jura Kosow trzymał straż na klatce schodowej, kiedy bez trudu poradził sobie z zamkiem. Trwało to może minutę.

Weszli do środka, nie zapalając światła, i starali się zachowywać możliwie najciszej. (…)

Jura sprawdził wszystkie pomieszczenia pod kątem ukrytych pułapek, sygnalizatorów, czujników i kamer. Detektor nic nie wykazał i od tego momentu mogli rozmawiać i poruszać się swobodnie. (…)

Nie wolno było otwierać okien, zapalać światła, głośno mówić i spuszczać wody. (…)

Oko Proroka podłączone do wizjera w drzwiach i jeden z nich stale kontroluje obraz na monitorze komputera. (…) Konieczność zachowania zupełnej ciszy w mieszkaniu obejmowała też zakaz spuszczania wody w toalecie. Zaricki nie mógł zagwarantować, że któryś z sąsiadów nie jest cichym strażnikiem konspiracyjnego mieszkania. (…) Po dwóch dniach pobytu czterech dorosłych mężczyzn dym papierosowy podrabianych marlboro Gruzowa i fetor dochodzący z toalety tworzyły mieszankę nie do zniesienia, a okien Zaricki nie pozwalał otwierać.”[1]

Również Frederick Forsyth przywiązuje dużą wagę do procedur pozwalających na zachowanie dyskrecji i bezpieczeństwa:

Ekipa z MI5, kiedy się w końcu zjawiła, nie skorzystała ze starych jak świat numerów typu furgonetka z gazowni albo z firmy telefonicznej – sąsiedzi mogli wiedzieć, że właściciel domu wyjechał na kilka dni. Zjawili się o drugiej w nocy, w śmiertelnej ciszy, ubrani na czarno i w butach na gumowych podeszwach. Nawet uliczne latarnie zgasły na parę minut. W ciągu kilku sekund sforsowali drzwi tak bezgłośnie, że w żadnym domu na ulicy nikt nie zapalił świateł.

Mężczyzna idący na czele grupy szybko wyłączył alarm, a potem sięgając za skrzynkę, zgasił promienie podczerwone. Następnie postukał w klawisze na panelu komputera, by kamera zatrzymała w kadrze obraz wyludnionego holu. Gdyby Dardari zadzwonił z Pendżabu, zobaczyłby tylko pusty korytarz. (…) Gdy skończyli, na dworze wciąż było ciemno choć oko wykol. Głos w słuchawce w uchu szefa ekipy poinformował, że ulica jest pusta, więc wyszli niezauważeni.”[2]

Jest bardzo ważne, aby przeszukanie było możliwie najbardziej staranne. Zwykle jest bardzo trudno, albo bardzo ryzykownie je powtórzyć. Dlatego należy uważnie zbadać każdy szczegół. Przynajmniej tak uważają Douglas Preston i Lincoln Child, tym bardziej że poszukiwany przedmiot jest zwykle starannie ukryty:

Skierował się najpierw do łazienek, w których otworzył szafki, by przejrzeć ich zawartość. Wycisnął tubki pasty do zębów, opróżnił puszki kremu do golenia i pojemniki z proszkiem do czyszczenia toalet, aby upewnić się, że są prawdziwe, że nie służą jako skrytki do przechowywania cennych rzeczy, po czym zgniecione i puste odstawił z powrotem na miejsce. Następnie przeszedł do sypialni dla gości. Nie trafił na nic ciekawego. (…)

Zdjął pościel z łóżka i sprawdził materac: ściągnął go, obmacał, po czym starannie przyjrzał się sprężynom. Zbadał poduszki i ramę łóżka, a następnie skrzętnie pościelił łóżko. Otworzył szafkę na ubrania i dokładnie sprawdził każdą sztukę garderoby, szukając czegokolwiek, co mogło być ukryte. Wysunął wszystkie szuflady ze starego kredensu Duncana Phyfe’a i przejrzał ich zawartość, nie zadając sobie trudu, by odłożyć wszystko na miejsce. Jedna po drugiej pozdejmował książki z półek, przejrzał je i odłożył z powrotem na chybił trafił. (…)

Przyszła kolej na gabinet. Pendergast zbliżył się do szafki na akta, zdecydowanym szarpnięciem wsuniętego w szczelinę ostrza sforsował zamek szuflad i otworzył kolejno każdą z nich, wyjął dokumenty, przestudiował je uważnie, a następnie odłożył na miejsce. Przestudiowanie wszystkich rachunków, formularzy podatkowych, korespondencji, ksiąg rachunkowych i innych dokumentów zajęło prawie godzinę, ale okazało się interesujące z uwagi na to, w jakim świetle ukazało Esterhazyego, choć tak naprawdę nie miało przełomowego znaczenia. (…)

Skoncentrował się na zawartości biurka. Na nim leżał laptop, śrubokrętem agent odkręcił dolną jego część, wyjął twardy dysk i włożył do kieszeni. Na ścianach wisiały nagrody, dyplomy i listy pochwalne oprawione w ramki. Zdjął je, obejrzał z każdej strony i odwiesił bezceremonialnie.

Zanim zszedł na dół, przystanął przy drzwiach. To, co znajdowało się w gabinecie – i ogólnie w całym domu – wydawało się uporządkowane, zwyczajne i takie też pozostało; nikt nie zorientowałby się, że każdy centymetr powierzchni został gruntownie zbadany, poruszony i zinfiltrowany…[3]

Nie mniej staranne przeszukanie opisał Frederick Forsyth. W przeciwieństwie do Prestona i Childa jednak mniej uwagi zwraca na wyposażenie łazienki, kuchni, biblioteki czy biura, a więcej na ubrania:

Zaczął od butów, sprawdzając, czy mają puste obcasy, zdejmowane podeszwy lub puste czubki. Niczego nie znalazł. Zbadanie skarpetek zajęło mu mniej czasu, podobnie jak bielizny. Zdjął kopertę rozbitego zegarka, lecz w środku nie znalazł niczego interesującego. Więcej czasu zajęło mu obejrzenie spodni. Obmacał wszystkie szwy i obszycia, szukając nowego ściegu lub zgrubienia, którego nie można wytłumaczyć podwójną warstwą tkaniny. Nadal nic.

Z golfem poszło łatwo. Żadnych ściegów, żadnych ukrytych dokumentów ani zgrubień. O wiele dłużej oglądał anorak, lecz i to nic nie dało. Kiedy dotarł do jutowego worka, miał niemal pewność, że jeżeli tajemniczy towarzysz Siemionow miał coś ze sobą, odpowiedź kryje się właśnie w nim.

Zaczął od zwiniętego swetra, choćby po to, aby móc go wykluczyć. Później obejrzał sam worek. Po trzydziestu minutach wiedział, że jego podstawę tworzą dwie okrągłe warstwy tkaniny, a boki jedna warstwa materiału. Dziurki w górnej części nie były miniaturowymi nadajnikami, a sznurek zakamuflowaną anteną.

Pozostała puszka na tytoń – rosyjski pojemnik z prostą zakręcaną pokrywką – która nadal zalatywała ostrym zapachem tytoniu. Wata okazała się watą, zatem pozostały trzy metalowe krążki.”[4]

Tyle o zasadach. Ale autorzy powieści nie pozostają wyłącznie opisach zasad albo poszukiwaniu przedmiotów. Niektórzy koncentrują się na innych szczegółach. Na przykład na forsowaniu drzwi, albo przeszukaniu bagażu.

Jak otworzyć zamek?

Metody dyskretnego wejścia właściwie niczym nie różnią się (przynajmniej w literaturze) od metod profesjonalnych włamywaczy.

Wyjął z portfela długi, stalowy drut z zakrzywionym końcem, prosty wytrych, którym nauczono go się posługiwać. Włożył wytrych do zamka, przesunął go do przodu, cofnął i przekręcił w prawo. Po kilku próbach zamek ustąpił; z ulgą stwierdził, że te stare, zwłaszcza francuskie, nie są zbyt skomplikowane.”[5]

Jak łatwo przeczytać Robert Ludlum poleca w tym celu stosowanie wytrycha.

Podobnie Preston i Child, tylko że w ich powieści wcale nie musi to być takie proste, i czasami trzeba się zastanowić nad innym wariantem wejścia:

Drzwi na patio były metalowe, zaopatrzone we względnie nowy zamek. Podkradła się do nich, uklękła i otworzyła zestaw wytrychów, by wybrać właściwy. Włożyła końcówkę narzędzia do otworu i wybadała zapadki, błyskawicznie oceniając, że sforsowanie tego zamka nie będzie łatwe.”[6]

Frederick Forsyth twierdzi jednak, że prawdziwy profesjonalista powinien poradzić sobie z każdym zamkiem i przewidzieć różne formy pułapek i innych zabezpieczeń.:

Wyciągnął z kieszeni kółko z dwunastoma wytrychami zrobionymi we własnym warsztacie. Wybrał i sprawdził trzy z nich, jeden po drugim, a następnie sięgnął po szósty. Wsunął go do zamka i zaczął wyczuwać punkty oporu. Następnie wyjął płaski stalowy pilnik i zaczął nadawać odpowiedni kształt wytrychowi z miękkiego metalu. W dziesięć minut określił położenie dwóch pierwszych dźwigni i wiedział z grubsza, jakiego kształtu będzie potrzebował. Wykonanie odwrotnych nacięć zajęło mu kolejnych piętnaście minut. W końcu wsunął gotowy wytrych do zamka i otworzył go wolnym, delikatnym ruchem.

Zasuwa się otworzyła. Rawlings odczekał sześćdziesiąt sekund, aby sprawdzić, czy zatyczka Billy’ego wykonana z plasteliny i Superglue nadal tkwi w ościeżnicy. Alarm milczał. Westchnął z ulgą i zabrał się do zamka Yale, manipulując cienkim stalowym szpikulcem. Po sześćdziesięciu sekundach drzwi otworzyły się cicho. W środku panował mrok, lecz światło z korytarza odsłoniło przed nim zarys pustego holu; miał około ośmiu stóp kwadratowych, a na podłodze leżał dywan.

Rawlings podejrzewał, że gdzieś musi być podkładka naciskowa, choć nie umieszczono jej raczej w pobliżu drzwi, bo właściciel sam uruchomiłby alarm. Wszedł do przedpokoju, przywierając plecami do ściany, zamknął za sobą i włączył światło. Z lewej strony dostrzegł uchylone drzwi do ubikacji. Z prawej zauważył kolejne, prowadzące do pomieszczenia na płaszcze, z pewnością podłączonego do systemu alarmowego, więc postanowił ich nie ruszać. Z kieszeni na piersi wyjął szczypce i ostrożnie uniósł brzeg dywanu. Podkładka naciskowa znajdowała się dokładnie pośrodku korytarza. Tylko jedna. Delikatnie opuścił dywan i obszedł pułapkę, kierując się w stronę dużych drzwi na wprost.”[7]

W nowoczesnych obiektach trzeba się liczyć także z jeszcze bardziej wyrafinowanymi zabezpieczeniami. Na przykład, jak u Jospeha Findera, z czytnikami linii papilarnych:

Tuż po lewej stronie lśniących stalowych drzwi na ścianie wisiała niewielka beżowa skrzynka. Czytnik odcisków palców Identix.

Z przedniej kieszeni kombinezonu wyjąłem przezroczyste plastikowe pudełeczko. Potem drżącymi palcami wyciągnąłem z niego fragment taśmy z odciskiem kciuka Alany, splotem linii papilarnych z grafitowego proszku.

Delikatnie przycisnąłem taśmę do czytnika w miejscu, gdzie zwykle kładzie się kciuk. Czekałem, aż światełko zmieni się z czerwonego na zielone.”[8]

Prawda, że prosta czynność jaką wydaje się otwarcie zamków i zablokowanie alarmów może okazać się bardzo skomplikowana? Czy nie warto w ogóle zmienić sposób otwierania zamka? Dlatego Vladimir Volkoff proponuje wykorzystanie czegoś bardziej miękkiego, co zadziała na zamek inaczej niż dorabiany klucz:

Zadowolił się tylko wsunięciem między drzwi a futrynę małego prostokąta z celuloidu i niespiesznego poruszania nim w dół i w górę. Zamek odskoczył, drzwi się otworzyły, weszliśmy.”[9]

Zwolennikiem techniki, aby pomiędzy zamek i framugę włożyć jakiś elastyczny przedmiot jest także John Grisham:

Znowu zapukał i czekając, wsunął piętnastocentymetrową plastikową linijkę między drzwi a ościeżnicę i poruszał nią delikatnie, dopóki nie rozległ się trzask. Zamki nie sprawiały Khamelowi większego kłopotu. Bez klucza, w niespełna pół minuty, potrafił otworzyć i uruchomić samochód.”[10]

Z kolei William Boyd wcale nie jest pewien czy wsuwany między zamek a framugę przedmiot musi być miękki. Jego zdaniem lepsze jest odpowiednie ostrze:

Schylił się i zdjął jeden but. Gdy odkręcił obcas, wysunęło się z niego dwucalowe, przypominające sztylet ostrze, osłonięte specjalnie skonstruowaną podeszwą. Włożył ostrze w szparę przy zamku yale, poobracał, cofnął i przekręcił, czując, że języczek zamka odskakuje i drzwi ustępują. Pchnął je – otworzyły się.”[11]

Zdarza się jednak, że otwieranie drzwi nie ma żadnego sensu. Dużo prościej jest, jak zauważa Martin Zelenay, dostać się do środka przez balkon:

Wszedł na balkon. Linę przymocował do balustrady, a pas na narzędzia zaczepił na biodrach. (…) Przełożył nogę poza barierę balkonu i zaczął się opuszczać po linie. (…) Dotknął stopami poręczy piętro niżej, odbił się i wylądował na balkonie. Podszedł do drzwi. W środku było ciemno. W górnym rogu był czujnik. Sięgnął po wiertarkę, wyregulował ogranicznik i wywiercił otwór, w który wcisnął podłużny cylinderek. Zgasił latarkę, przypiął się z powrotem do liny i podciągnął. Kołysząc się postawił nogę na parapecie sąsiedniego okna. Powtórzył poprzednio wykonane czynności. Podciągnął się na linie i przełożył nogę przez poręcz. Schował linę i narzędzia do torby i wszedł do mieszkania.”[12]

Trzeba jednak zauważyć, że okna balkonowe – i w ogóle okna – zwykle mają jakieś dodatkowe zabezpieczenia. Zelenay w tym miejscu nie wszedł wszczegóły. Natomiast Preston i Child zastanawiają się na poważnie jak je rozpoznać i pokonać:

Doczyściła je na tyle, że mogła zajrzeć do środka i zobaczyła, iż także to okno zostało zaopatrzone w metalową taśmę połączoną z alarmem.

Ale z tym mogła powalczyć. Wyjęła bezprzewodową wiertarkę, zamocowała w jej uchwycie wiertło 0,5 mm z diamentową końcówką i wywierciła dwa otwory w szybie, jeden w górnej części taśmy w pobliżu złącza, drugi w dolnej części taśmy, upewniając się, czy jej nie rozerwała, a tym samym nie przerwała obwodu. Zdjęła izolację z miedzianego przewodu i przełożyła go przez oba otwory, a następnie ostrą końcówką zagłębnika prostokątnego przymocowała drut do taśmy po wewnętrznej stronie, zachowując pełen obwód i, co najważniejsze, dezaktywując alarm dla całej reszty okna. Następnie ponownie wiertarką zrobiła liczne otwory w szybie, tworząc w ten sposób obrys otworu, dostatecznie dużego, aby mogła się przez niego prześlizgnąć. Diamentem do cięcia szkła wytyczyła linię łączącą otwory w szkle. Przymocowała do szyby przyssawkę i mocno uderzyła, a szyba pękła dokładnie wzdłuż wyznaczonej linii. Wyjęła wycięty kawałek i odłożyła na bok. Choć taśma alarmowa została naderwana wzdłuż krawędzi otworu, nie miało to znaczenia, bo dzięki miedzianemu przewodowi obwód był nadal aktywny.”[13]

Może się zdarzyć, że nie da się wejść ani przez drzwi ani przez okna. Joseph Finder uważa jednak, że nawet wtedy nie należy się poddawać. Może na ścianie jest wystarczającej wielkości otwór wentylacyjny? W takiej sytuacji nawet ważniejsze od techniki wejścia jest zbudowanie legendy i wybranie tak miejsca działania, aby nabrać ewentualną ochronę:

Mieliśmy jedynie spuścić się dwa piętra niżej. (…) Obaj wyszliśmy z wprawy, dźwigaliśmy ciężkie narzędzia i musieliśmy bardzo uważać, by nie rozkołysać się na boki.

Na fasadzie budynku zamontowano kamery przemysłowe. Z planów wiedziałem dokładnie, gdzie są rozmieszczone. Znałem też pełną specyfikę kamer, rozmiar obiektywów, jakość zbliżeń i tak dalej.

Innymi słowy, wiedziałem, gdzie pozostały martwe pola.

I właśnie spuszczaliśmy się ku jednemu z nich. Nie przejmowałem się tym, że ochrona zobaczy, jak zjeżdżamy po ścianie. Spodziewali się przecież czyścicieli oken. Martwiło mnie natomiast, że gdyby przyjrzeli się nam chwilę, dostrzegliby, że tak naprawdę nie myjemy okien. (…)

Wisieliśmy przed stalową kratą wentylacyjną.

Dopóki nie zaczniemy kołysać się na boki, pozostaniemy poza zasięgiem kamer. To ważne.

Opierając stopy o gzyms, wyjęliśmy narzędzia i zaczęliśmy pracować nad śrubami. (…)

Wykręcenie i zdjęcie śrub zabrało nam piętnaście minut. Część z nich zardzewiała i musieliśmy użyć środków chemicznych. (…)

Z powrotem podciągnęliśmy kratę tak, by z zewnątrz wydawało się, że tkwi na miejscu. Potem wziąłem dodatkowy kawałek liny, przeplotłem między prętami i obwiązałem dookoła pionowej rury.”[14]

Kiedy już uda się bez większych podejrzeń wejść do budynku, jest już dużo łatwiej. Chociaż nadal trzeba uważać. Podkreśla to Józef Mackiewicz:

Na korytarzu leżał czerwony chodnik, gruby, głuszący kroki. Białe drzwi numerów wymalowane były w złocone arabeski. 22, 23, 24… Wszedł do pokoju, mimo woli wciągnął nosem niewygasły jeszcze zapach perfum i pudru, zamknął drzwi na klucz, opuścił rolety okien i wyjął z kieszeni pęk kluczyków. Spróbował po kolei, czwartym otworzył walizkę i szybko, niczego nie rozrzucając, unosił sprawnymi palcami warstwę po warstwie rzeczy. Książka do czytania, przybory tualetowe, wata, sukienki, bielizna, brudna bielizna, sznur sztucznych pereł wciśnięty w pantofel nocny… Pod palcami zaszeleścił papier. Wyjął go ostrożnie. Była to jednak tylko stara depesza: – <… Środa wieczorem będę Wilno. Przyjedź kochana… > – Odwrócił ją na drugą stronę, potrzymał w ręku niezdecydowany; potem odnotował na wszelki wypadek numer i datę, starannie położył na dawne miejsce, zamknął walizkę, obejrzał się raz ostatni po pokoju.”[15]

Otwarcie walizek to jednak sprawa banalna. Dużo gorzej jest, o czym przypomina Vladimir Volkoff, kiedy w pomieszczeniu natrafimy na szafę pancerną:

Rozłożył się ze swoim sprzętem pod drzwiami sejfu. Z plecaka wyjął słuchawki, które założył na uszy. Znał ten typ zamka i wiedział co do milimetra, gdzie należy go nawiercić, żeby następnie za pomocą haczyka uruchomić znajdujący się w środku mechanizm. Tym razem jednak nie mógł zostawić śladów włamania. Musiał więc odnaleźć właściwą kombinację, co nie było łatwe przy sześciu krążkach, ustawiających się w dwudziestu różnych pozycjach każdy. Ale był dumny ze swojego wyszkolenia i zamierzał pokazać temu cudzoziemcowi, co potrafi KGB.

Wszystkie krążki ustawił w pozycji zerowej. Za pomocą słuchawek próbował wysłuchać normalny dźwięk zapadek – dźwięk <nienormalny> będzie oznaczał odskoczenie zapadki mechanizmu, a więc otwarcie.

Krążek po krążku wysłuchał każdej z dwudziestu pozycji. W notesie zapisywał te, w których usłyszany dźwięk wydawał się inny. Znalazł takich dwa lub trzy na każdy krążek i teraz zaczął po kolei sprawdzać możliwe kombinacje.”[16]

U niektórych autorów jednak można zauważyć dziwną sprzeczność. W niektórych przypdakach tajne przeszukanie wcale nie jest tajne. Przynajmniej nie przed każdym użytkownikiem pomieszczeń. Może się tak dziać nawet na „obcym terenie” kiedy organizacja chce sprawdzić czy jej członek jest na pewno lojalny, albo wtedy gdy ma wątpliwości czy obiekt jest czysty (wolny od podsłuchu).

W literaturze można znaleźć przypadki, w których przeszukanie odbywa się za zgodą kogoś kto ma uzasadniony dostęp do kluczy, a czasami wie że na tym polega także sprawdzenie jego wiarygodności.

Za wiedzą gospodarza, sąsiada lub obsługi

Właśnie w takich sytuacjach Wojciech Chmielarz proponuje, żeby przed przystąpieniem do forsowania drzwi albo okien, spróbować zdobyć oryginalne klucze jakimś „patentem”:

Patrzyłeś w ogóle na te zamki? Przyglądałeś się im? Do usranej śmierci sobie z nimi nie poradzisz. A na mnie w domu czeka żona i dzieci. (…) To zamek wieloryglowy. Wygląda na co najmniej pięć zapadek. Zesrasz się, zanim cokolwiek tutaj zdziałasz.

Sucha, która do tej pory w milczeniu przysłuchiwała się ich rozmowie, odwróciła się na pięcie i zapukała do drzwi sąsiada. Kiedy tamten otworzył, zapytała od razu:

Ma pan klucz do mieszkania pana Falęckiego? Wie pan, tak na wszelki wypadek, jakby rura pękła albo coś takiego.

Mężczyzna zastanawiał się kilka sekund i kiwnął głową. Zniknął w mieszkaniu i wrócił z kluczami.”[17]

Dość podobny pogląd podziela Tomasz Sekielski. Również jego zdaniem wykorzystanie sprzętu włamywacza nie jest aż tak bardzo istotne. Jeżeli celem przeszukania jest biuro albo pokój hotelowy w budynku w którym na dole jest recepcja, to wejście do środka wymaga raczej zdolności interpersonalnych. Najlepiej oszukać recepcję udając kogoś zupełnie innego i unikając jednocześnie wylegitymowania:

„- Izwinitie, pożałujsta, u nas niesprawnyj awtomobil. Możem li my zakazat nomier w waszej gostnicy? – spytał niższy mężczyzna w polarowej kurtce. (…)

– Mam jeden wolny pokój. Adin nomier. Bieri?

– Da. Spasibo, barysznia.

– Poproszę dokumenty, znaczy się paszporty – powiedziała recepcjonistka, wyciągając przed siebie rękę.

Po chwili w jej dłoni wylądował plik euro. Tłumaczyli jej, pomagając sobie rękoma, że pasport zostawili u kolegi, który śpi w awtomobile. Niższy przedstawił się jako Władisław Stasow, a drugi jako Eduard Denisow. Lucy nie zamierzała robić problemów. Faceci zapłacili z góry i dali solidny napiwek.”[18]

O tym, że niektóre tajne wejścia dzieją się za zgodą gospodarza, ale muszą pozostawać ukryte przed sąsiadami czy administracją budynku pisze m.in. Alex Berenson:

„- Daj mu swoje klucze – zażądał Thomas bez śladu uśmiechu.

Wells bez słowa rzucił klucze w stronę Samiego, który złapał je zręcznie i ruszył w kierunku pikapa Wellsa. (…) Khadri postanowił poddać go ostatniej próbie. (…) Jeździli bez końca i celu. (…) Ale Thomas nie wykazywał najmniejszych oznak zniecierpliwienia. Wells domyślił się, że tamten dawał Samiemu czas na przeszukanie jego mieszkania. (…) Bez względu na to, jak skrupulatnie by nie szukali i tak nie dadzą rady go zdemaskować.”[19]

John Le Carre również uważa, że lepiej niż forsować zamki jest znaleźć dobry pretekst. Np. konserwacji czy naprawy linii telefonicznej:

W uszach wciąż dźwięczała mi skarga Frewina na speców z telekomunikacji. (…)

– Monty, czy twoi ludzie przypadkiem nie zauważyli maszyny do pisania w domu Cyrila? Kiedy łaskawie naprawiali mu telefon? – zapytałem.

– Nie, Ned. Nie było maszyny do pisania, a raczej jej nie widzieli.

– Mogli ją przeoczyć?

– Z łatwością. Nie wgryzaliśmy się zbytnio. Żadnego otwierania biurek i szaf, żadnych zdjęć. Nie nękaliśmy też zbyt nachalnie sprzątaczki, żeby jej nie martwić. Kierowaliśmy się zasadą: <Rozejrzyj się, szybko wyjdź i nie zapomnij zostawić bałaganu, bo wyczuje pismo nosem>.”[20]

Jak widać taki pretekst nie daje możliwości do bardziej dokładnych poszukiwań.

Dlatego lepszym od naprawy jakiegoś urządzenie powodem może być alarm pożarowy, albo zalanie. Nad takimi pomysłami zastanawia się Martin Zelenay:

Mogę mu zalać wodą mieszkanie tak, że się nie zorientuje. Będą wrzaski sąsiadek i całe przedstawienie z wzywaniem administratora, policji i tak dalej. Policja wezwie ślusarza, w asyście policjanta wejdzie tam hydraulik, na przykład Mike, rozejrzy się. Tam muszą być ekrany. Zostawi w środku niewielkie urządzenie, zakręci dopływ wody w łazience i po sprawie.

– Nie masz nic lepszego?

– Pożar. Nieco większe przedstawienie. Tak nadymimy w środku, że przez kilka minut nie będzie miał obrazu z kamer. Wtedy nasi strażacy wejdą przez okno i dobiorą się do jego sprzętu. (…) Jest jeszcze wybuch gazu i parę innych wariantów.”[21]

Podobnie uważa Ian Fleming. Jego zdaniem dobrym pretekstem jest zgłoszenie zagrożenia katastrofą budowlaną:

Załatwiłem z przyjaciółmi w Ministerstwie Robót Publicznych wyproszenie stamtąd Rosjan na parę dni, bo jadące pod górę tramwaje wstrząsają fundamentami budynku. Więc konieczna była inspekcja. Kosztowało mnie to kilkaset funtów do odpowiednich kieszeni. Ci z Robót Publicznych sprawdzili pół tuzina budynków po jednej i po drugiej stronie i stwierdzili, że nie ma zagrożenia. A ja z rodziną przez ten czas robiliśmy swoje. Rosjanie byli podejrzliwi jak cholera. Powróciwszy tam, na pewno przeczesali wszystko wykałaczką, szukając mikrofonów, bomb i tym podobnych.”[22]

Do przeszukań w hotelu wraca często Robert Ludlum. W jego powieści służby specjalne działając na własnym terenie nie muszą oszukiwać recepcji. Wogóle nie muszą się niczym przejmować:

Nie powinno go to dziwić, bo Rosjanie często przeprowadzali rewizję w pokojach zagranicznych gości. Ale jego pokój przeszukali w sposób tak oczywisty, ostetnatcyjny i manifestacyjny, jakby chcieli, żeby natychmiast to zauważył.

Rozwalili wszystko w pył. Walizka, którą przed wejściem zamknął na klucz, była otwarta: zamek wyważono, a ubrania, które pospiesznie spakował w Paryżu, leżały rozrzucone na podłodze i na łóżku. (…) Garnitury, które starannie powiesił w szafie, nie tylko stamtąd wyrzucono, ale i pocięto w poszukiwaniu ukrytych kieszeni. Porozcinano skórzane paski, zdarto obcasy z butów. Rozcięto nawet wykładzinę w walizce. A wszystko jawnie, nachalnie, z szokującą wprost agresywnością.”[23]

Trudno w takim przypadku upierać się, że przeszukanie naprawde było tajne. To jeden z paradoksów które można było zauważyć wcześniej. Zdarza się, że chęć przestraszenia, sprowokowania, albo bezwzględna konieczność przerwania czyjejś działalności jest silniejsza od zasady tajności. Ale nie można też odmówić takim działaniom całkowitego braku logiki. Jeżeli przeszukanie odbyło się bez żadnych oficjalnych dokumentów i bez udziału właściciela rewidowanych rzeczy, zawsze skutki tajnego wejścia można zwalić na zwykłych złodziei.

Podobny przypadek opisuje John Le Carre:

Kiedy wróciłem do hotelu, po pokoju jakby przeszedł tajfun. Nawet tapety pozrywali. Kierownik powiedział, że mam się wynosić, i nie chciał mnie nawet wysłuchać.”[24]

Warto zwrócić uwagę na to, że niektórzy autorzy starają się działać bardzo finezyjnie. Każdą czynność wykonują bardzo ostrożnie i dbają o dobrą asekurację każdego etapu operacji. Z kolei, w niektórych przypadkach, opisywanych przez Roberta Ludluma, Johna Le Carre czy Douglasa Prestona i Lincolna Childa, przeszukujący w ogóle się nie przejmują tym, że lokator sprawdzanego miejsca zorientuje się po powrocie, że ktoś grzebał w jego rzeczach.

To oczywiście zależy od kontekstu i czasu który można poświęcić na przeszukanie. Zwykle jednak tajne przeszukanie powinno być tajne. I dlatego obowiązują w nim procedury zacierania śladów i wykrywania pułapek.

Ale o tym w następnym odcinku.

Rozwinięta i uzupełniona wersja artykułu opublikowanego w Przeglądzie Bezpieczeństwa Wewnętrznego nr 6/11 z 2014 r. str. 223;


[1] Vincent V. Severski; „Niewierni”; Wydawnictwo Czarna Owca; Warszawa 2012; str. 112 – 117

[2] Frederick Forsyth; „Czarna lista”; przekład Andrzej Niewiadomski; ; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2014, str. 230;

[3] Douglas Preston, Lincoln Child; „Bez litości”; przekład Robert P. Lipski; Książki Gruner+Jahr Polska; Warszawa 2013, str. 205-207;

[4] Frederick Forsyth; „Czwarty Protokół”; przekład Zbigniew Kościuk; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2011, str. 289;

[5] Robert Ludlum; „Zdrada Tristana”; przekład Jan Kraśko; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2004, str. 79;

[6] Douglas Preston, Lincoln Child; „Bez litości”; przekład Robert P. Lipski; Książki Gruner+Jahr Polska; Warszawa 2013, str. 417;

[7] Frederick Forsyth; „Czwarty Protokół”; przekład Zbigniew Kościuk; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2011, str. 24;

[8] Joseph Finder; „Paranoja”; przekład Paulina Braiter; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2013, str. 449;

[9] Vladimir Volkoff; „Werbunek”; przekład Beata Biały; Klub Książki Katolickiej; Dębogóra 2007, str. 315;

[10] John Grisham; „Raport Pelikana”; przekład Marek Fedyszak; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2014, str. 221;

[11] William Boyd; „Solo”; przekład Agnieszka Sobolewska; Wydawnictwo WAB; Warszawa 2013, str. 28;

[12] Martin Zelenay; „Tajny raport Millingtona”; przekład Marcin Osiowski; Wydawnictwo Znak; Kraków 2014, str. 222;

[13] Douglas Preston, Lincoln Child; „Bez litości”; przekład Robert P. Lipski; Książki Gruner+Jahr Polska; Warszawa 2013, str. 418;

[14] Joseph Finder; „Paranoja”; przekład Paulina Braiter; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2013, str. 235-237;

[15] Józef Mackiewicz; „Sprawa pułkownika Miasojedowa”; Wydawnictwo Kontra; Londyn 2010, str. 368;

[16] Vladimir Volkoff; „Spisek”; przekład Beata Biały; Klub Książki Katolickiej; Dębogóra 2008, str. 337;

[17] Wojciech Chmielarz; „Przejęcie”; Wydawnictwo Czarne; Wołowiec 2014, str. 111;

[18] Tomasz Sekielski; „Sejf”; Dom Wydawniczy Rebis; Poznań 2012, str. 63;

[19] Alex Berenson; „Wierny szpieg”; przekład Cezary Murawski; Wydawnictwo Sonia Draga; Katowice 2006, str. 327;

[20] John Le Carre; „Tajny pielgrzym”; przekład Jerzy Kozłowski; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2000, str. 224;

[21] Martin Zelenay; „Tajny raport Millingtona”; przekład Marcin Osiowski; Wydawnictwo Znak; Kraków 2014, str. 318;

[22] Ian Fleming; „James Bond Pozdrowienia z Rosji”; przekład Robert Stiller; Przedsiębiorstwo Wydawnicze Rzeczpospolita SA; Warszawa 2008, str. 153;

[23] Robert Ludlum; „Zdrada Tristana”; przekład Jan Kraśko; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2004, str. 135;

[24] John Le Carre; „Szpieg”; przekład Jan Rybicki; Świat Książki; Warszawa 2011, str. 73;

Ostatnia modyfikacja: Maj 3, 2017