Krótki kurs szpiegowania

Dotychczas cały ten „kurs szpiegowania” jest właściwie bezwartościowy. Nie padło w nim jeszcze zupełnie zasadnicze pytanie. Po co istnieje wywiad? Większość państwa świata wydaje całkiem niemałe sumy pieniędzy na organizacje, które z punktu widzenia bezpośrednich interesów obywateli są mało przydatne. Na skutek pracy wywiadu nie spadnie przecież – a przynajmniej z dnia na dzień – cena chleba ani gorzały.

Tymczasem wywiady mają często zasadnicze znaczenie dla funkcjonowania państwa. Dzięki zdobytym przez nie informacjom, rządzący mogą dowiedzieć się nie tylko czy społeczeństwu, które ich wybrało, coś nie zagraża, mogą dowiedzieć się również: czy któreś z sąsiednich lub odległych państw nie wynalazło jakiejś interesującej technologii; czy należy spodziewać się nowych barier celnych w kraju tradycyjnie importującym nasze wyroby; czy i który z rządzących w republikach bananowych bierze łapówki – i jakie?

Aby te wszystkie, zbierane na całym świecie informacje, można było wykorzystać, trzeba je najpierw posegregować, uporządkować i przetworzyć. Cały ten proces potocznie nazywany jest analizą informacji. Jest kilka najbardziej popularnych sposobów obróbki zdobytych wiadomości. Wśród nich zdecydowanie, szczególnie rozpowszechniona jest

Analiza mechaniczna

Taki sposób postępowania uznawany jest zarówno przez tradycjonalistycznych Brytyjczyków, jak i technokratycznych Amerykanów. Ian Fleming w „Doktorze No” przedstawia jednego z szefów służb Jej Królewskiej Mości, który „zignorował pół tuzina raportów z napisem Bardzo Pilne leżących na szczycie teczki z nasłuchami. Gdyby były naprawdę ważne, zawiadomiono by go w nocy”. To oczywiście najprostszy sposób selekcji informacji.

Amerykanie, w większości książek, do wstępnego uporządkowania spływającego do centrali szumu informacyjnego używają komputerów. Są to jednak narzędzia bardzo niedoskonałe, nie odróżniają informacji ważnej od bezwartościowej. Prawdziwej perły od podrzuconej dezinformacji.

Ziarno od plew

Jednym z podstawowych elementów analizy musi być ocena źródła jej pochodzenia. John Le Carre w „Perfekcyjnym morderstwie” opisuje rozterki byłego (a raczej byłej) analityka wywiadu, która w trudnej sytuacji musi zdecydować się na ocenę prawdziwości przekazanych wiadomości. Przypomina sobie instrukcje swojego szefa z okresu pracy w służbach specjalnych, „Była oszołomiona i zaskoczona, ale w jej umyśle rozbrzmiewało jedno zdanie: wartość informacji zależy od źródła ich pochodzenia. Było to ulubione powiedzenie Johna Labsdury. Dopóki nie znasz pochodzenia informacji, nie możesz ocenić raportu. Nie jesteśmy demokratyczni – zwykł mawiać – zamykamy drzwi na informacje, które nie mają dobrego pochodzenia”.

Jak najwięcej źródeł

Najlepszym sposobem na uniknięcie dezinformacji jest możliwość porównania maksymalnie dużej liczby wiadomości uzyskanych przez różne osoby, różnymi środkami w różnych częściach świata. Na taki komfort mogą sobie pozwolić tylko największe wywiady. Takie jak amerykański w opisie Barnaby Williamsa („Rycerz Boskiego Wiatru”). „Analityków, którzy sondowali radziecką gotowość rozpoczęcia wojny wyposażono we wszystko czego potrzebowali: w informacje z podsłuchu łączności, wywiadu fotograficznego, radiacyjnego i elektronicznego, praktycznie w każdego rodzaju wywiadu technicznego, nie mówiąc już o niezwykle czułym wywiadzie ludzkim, z którego płynęły informacje od śpiochów i konfidentów zaszytych głęboko w tkance nieprzyjacielskiego społeczeństwa”.

To że zaangażowanie bardzo różnych sił i środków może okazać się nieocenione udowadnia (po raz kolejny zresztą) John Le Carre, który w „Wojnie w lustrze” przedstawia sukces pracy zespołu analitycznego brytyjskiego wywiadu wojskowego. Na podstawie ukradkiem wykonanego (przez wentylator, na terenie wschodnioniemieckich obiektów wojskowych) zdjęcia – dzięki porównywaniu z informacjami z innych źródeł i biorąc pod uwagę rozwój radzieckiej myśli technicznej „Wydział Badań wykonał wspaniałą robotę. Długość obiektów na zdjęciach, a mogli ją oszacować całkiem dokładnie, wynosi tyle, co długość sowieckich rakiet średniego zasięgu. Dysponując znanymi nam informacjami (…) w ministerstwie dopuszcza się możliwość, że mamy do czynienia z sowieckimi rakietami znajdującymi się w dyspozycji Niemiec Wschodnich. Wydział Badań (…) nie jest skłonny posunąć się tak daleko. Jeżeli jednak przeważy pogląd ministerstwa, jeżeli mają tam rację, oznacza to, iż stoimy wobec (…) czegoś w rodzaju nowej Kuby, tylko że (…) bardziej niebezpiecznego”. Jednym słowem trzecia wojna światowa wisiała na włosku. Na szczęście – jak wynika z opisu Le Carrego – nie wszyscy analitycy byli jednomyślni, wobec czego nie sugerowali uderzenia prewencyjnego.

Biały wywiad

Szczególny rodzaj zdobywania informacji, bez angażowania nadzwyczajnych środków technicznych, bez agentów, wyrafinowanych sposobów łączności, przekupstwa i szantażu, wyłącznie drogą pracy szarych komórek nazywa się białym wywiadem. To, że może być on nie mniej wartościowy i interesujący niż ten z zastosowaniem metod operacyjnych udowadnia James Clavell w powieści „Noble House”.

Policjanci chińscy z Hongkongu zaoferowali CIA raporty z ChRL. „Zawartość raportów pochodziła z trzydziestu kantońskich gazet dostarczanych codziennie z Kantonu pociągiem wraz ze świniami, drobiem i innymi produktami. Do nich należało tylko uważne czytanie gazet, wyłowienie odpowiednich artykułów i przepisanie ich po odrzuceniu komunistycznej dialektyki. Interesowali się zbiorami rolnymi, budynkami, gospodarką, spotkaniami partyjnymi, urodzinami, zgonami, wyrokami, szantażami i lokalnym kolorytem – wszystko co uznali za odpowiednie”. Amerykanie bardzo wysoko oceniali te raporty.

Jednym słowem, Drogi Czytelniku, kiedy następnym razem spotkasz na ulicy niepozornego, zgarbionego, spieszącego się pomimo wyraźnej zadyszki, analityka wywiadu – nie uśmiechaj się z politowaniem. Bez niego praca wysokiego, przystojnego i muskularnego supermana, wyposażonego w satelitarne kamery i podsłuchy, nie na wiele by się przydała. A bywa, że samym szarym komórkom (bez podparcia sztukami walki) uda się ukraść jakąś tajemnicę.

Tekst opublikowany w „Kulisach”, piątkowym dodatku do „Expressu Wieczornego” 27 stycznia 1995 r.

Ostatnia modyfikacja: Kwiecień 5, 2017