Krótki kurs szpiegowania

Średniowieczni Templariusze stosowali szyfr, który obecnym uczniom szkół podstawowych kojarzyć by się mógł z fragmentami gry w kółko i krzyżyk. Najczęściej (przynajmniej tak by wynikało ze statystyk szpiegowskiej literatury) stosuje się jednak kody cyfrowe i liczbowe. Pewnie dlatego, że cyfry mają swój jednoznaczny wygląd i dzięki temu w trakcie przesyłania wiadomości najłatwiej uniknąć przekłamań.

Wywiady na całym świecie poszukują oczywiście takich zestawów liczb i cyfr, które byłyby nie do rozszyfrowania. Dlatego przypadkowo wybrane cyfry przydziela się nie tylko pojedynczym literom, ale wręcz całym sylabom albo słowom – dzięki temu każdy zestaw liter może być niepowtarzalny. Jak się zabrać do takiej żmudnej pracy opisuje Le Carre w „Wojnie w lustrze”.

Angielski agent przerzucony przez granicę szyfruje meldunek, który będzie przesyłał do centrali. „Gdy ułożył komunikat, pooddzielał kreskami od siebie każde dwie litery i, zgodnie z wyuczoną na pamięć tabelą, pod każdym przedziałem zapisał jego cyfrowy odpowiednik: niekiedy, aby przypomnieć sobie numer, musiał się odwoływać do mnemotechnicznej rymowanki; czasem pamięć go zawodziła, wpisywał złą liczbę, musiał ją ścierać i zaczynać od początku. Gdy skończył, podzielił rząd numerów na grupy po cztery cyfry i odjął każdą od liczb wypisanych na jedwabiu. Na koniec przekształcił liczby z powrotem na litery, zapisał rezultat i ponownie go podzielił na czteroliterowe grupy”.

Zrozumieć cyferki

O tym, że agenci wywiadu szyfrują swoje meldunki wiedzą nie tylko służby specjalne, ale nawet uważni czytelnicy powieści sensacyjnych. Nic dziwnego, że całe armie ludzi zatrudnione są przy analizowaniu zestawów liczb, które udaje się przechwycić służbom kontrwywiadowczym różnych krajów. Okazuje się, że łamanie szyfrów może być dziedziną nauki łączącą matematykę z filologią i pewnie jeszcze innymi kierunkami ludzkiej wiedzy.

O naukowym podejściu do deszyfrażu cudzej korespondencji napisał – w całkiem nie szpiegowskim opowiadaniu „Stara miłość” – Jeffrey Archer. Bohaterowie opowieści, para angielskich uczonych, w trakcie drugiej wojny światowej zatrudniona jest w komórce łamiącej niemieckie szyfry. „Niemiecka instrukcja sygnałowa zawarta była w książce kodów czteroliterowych i każdą depeszę odcyfrowano za pomocą codziennie zmienianych tabel szyfrowych. William nauczył żonę obliczania częstotliwości liter i Philippa zastosowała tę nową wiedzę do rozbioru współczesnych tekstów niemieckich, niebawem zaś zaprezentowała analizę częstotliwości, której wkrótce używał każdy wydział łamania szyfrów w całej Wspólnocie Brytyjskiej”.

Znacznie bardziej nowoczesny (co wcale nie znaczy, że bardziej skuteczny) sposób „rozkuwania” cudzych tajemnic przedstawił Ian McEwan w powieści „Niewinni”. W opisanej przez McEwana intrydze Amerykanie i Brytyjczycy zrobili podkop z Berlina Zachodniego do Wschodniego, żeby założyć podsłuch na radzieckie kable wojskowe. Jednocześnie opracowali nowatorską metodę rozkodowania przesyłanych informacji: „odkryto, że jeśli elektronicznie szyfruje się wiadomości i przesyła przewodem, powstaje słabe elektroniczne echo, cień oryginału, czystego tekstu, który przenosi się wraz z nim. Jest tak słaby, że znika zupełnie po mniej więcej czterdziestu kilometrach. Jeżeli się jednak  posiada odpowiednie urządzenia i w tym promieniu założy podsłuch, można uzyskać czytelną wiadomość bezpośrednio na dalekopisie i nie ma tu znaczenia, jak dobrze materiał został zaszyfrowany”.

W finale książki okazuje się, że Rosjanie od p[oczątku wiedzieli, że kable są na podsłuchu i nie przekazywali tą drogą żadnych ważnych informacji. Inaczej, przekonany jestem, że niemożliwe byłoby podłączenie kabla telefonicznego bezpośrednio do maszyny szyfrującej. Inna sprawa, że głębia ludzkiej niekompetencji bywa niezmierzona, nawet w służbach specjalnych.

Nieocenione środki chemiczne

Kiedy zawodzą elektroniczne bajery okazuje się, że zwykła poczta może być bardziej niezawodna i mniej podejrzana. Dlatego przebiegli szpiedzy wymyślili atrament sympatyczny. Najbardziej rozpowszechniony (przynajmniej w powieściach szpiegowskich) jest taki, który reaguje na ciepło. Mamy z nim do czynienia w powieści Jamesa Clavella „Noble House”. „Zgodnie z poleceniami podgrzał zapalniczką pierwszą ze specjalnych stron. Po chwili zaczęło pojawiać się mnóstwo nic nie znaczących symboli, liter i liczb. Po dalszym podgrzewaniu zniknął maszynopis i został tylko szyfr. Wyciął scyzorykiem odpowiednią część papieru i odłożył teczkę”.

Gorzej, że i o atramencie sympatycznym dowiedziały się już kontrwywiady zainteresowanych państw. Dlatego naukowcy opracowali substancje, które pozwalają nie tylko sprawdzić czy na papierze nie zostało coś napisane ukrytym pismem. Są też takie związki chemiczne, które potrafią spowodować, że papier staje się przezroczysty. Można sobie kupić coś takiego w domu wysyłkowym w Phoenix. Nazywa się to: „CIA Rentgen w sprayu (CIA Y-Ray Letter-bomb Detection Spray). Po spryskaniu tym magicznym płynem kartka papieru staje się przezroczysta. Pozwala to np. na ujrzenie zawartości koperty bez potrzeby jej otwierania. Po 60 sekundach papier odzyskuje swoje poprzednie właściwości”. Przydaje się nie tylko do odczytywania treści cudzego listu, ale także do sprawdzenia czy w liście nie ma bomby albo innej niespodzianki.

Le Carre wyjaśnia, co zrobić kiedy zauważymy, że śledzona przez nas osoba wrzuca podejrzany list do zwykłej skrzynki. W „Małej doboszce” – „dziewczyny zobaczyły, że ukradkiem wrzuca list do skrzynki. W chwilę później wrzuciły specjalnie przygotowaną własną kopertę, dużą, żółtą, już ze znaczkami. Powinna spaść na tamten list. Potem ładniejsza z dziewczyn stanęła na straży przy skrzynce. Kiedy pracownik poczty przyszedł opróżnić skrzynkę, opowiedziała mu taką historyjkę o swych miłosnych perypetiach i poczyniła mu takie wyraźne obietnice, że stał i szczerzył się jak głupi, gdy ona wyłuskiwała z zawartości skrzynki swój list, zanim na wieki zrujnuje jej życie. Tyle że nie był to jej list, lecz list Astrid Berger leżący tuż pod dużą żółtą kopertą. Dziewczyny otworzyły go nad parą i sfotografowały, a potem prędko odniosły do tej samej skrzynki, aby zdążyć przed następnym wybraniem poczty”.

No właśnie: bez pięknych kobiet nic się na świecie nie uda. A z pewnością nie uda się szpiegowanie. Warto żeby o tym pamiętali wszyscy młodzi adepci służb specjalnych. Przy pomocy naukowych metod znacznie trudniej oszołomić listonosza niż wrodzonym wdziękiem. Myślę, że warto by sobie to przemyśleli entuzjaści elektroniki i związków chemicznych.

Tekst opublikowany w „Kulisach”, piątkowym dodatku do „Expressu Wieczornego” 17 lutego 1995 r.

Ostatnia modyfikacja: Maj 14, 2017