Na serio

Pralnie (spisek szpiegów i tajniaków)

Written by | Na serio

Tego samego dnia, w odstępie kilku godzin, dwóch bardzo poważnych facetów, zajmujących się m.in. zwalczaniem przestępczości zorganizowanej, oskarżyło sieci komputerowe o współudział w przestępstwie.

Ron Laverick, oficer angielskiej policji, prowadzący śledztwo przeciwko oszustom komputerowym, opowiedział prasie o sposobach działania kilkunastu nieletnich hackerów, którzy za pośrednictwem Internetu zdefraudowali sprzęt elektroniczny znacznej wartości. Po prostu: zamówienie wysłali Internetem, a dzięki temu, że podawali numer cudzej karty kredytowej, rachunkiem za sprzęt obciążali konto sąsiada. Pomagała im w tym instrukcja, którą również znaleźli w Internecie. Któryś z utalentowanych hackerów podzielił się z kolegami wiedzą, jak podrobić komputerowy kod karty kredytowej.

Dla nielicznych jeszcze w Polsce posiadaczy kart kredytowych mam interesującą informację: do Internetu podłączonych jest około 30 milionów komputerów, w każdym z nich mogła się już znaleźć ta instrukcja. Amerykanie szacują, że wykrywa się mniej niż 1 proc. przestępstw popełnianych za pomocą sieci.

Prawie w tym samym czasie odezwał się Stanley Morris, dyrektor agencji ds. walki z praniem brudnych pieniędzy w amerykańskim ministerstwie skarbu. Oświadczył on, że rocznie ok. 300 mld dolarów amerykańskich zostaje wypranych z pomocą ogólnoświatowej sieci komputerowej Internet. Dzięki transmisjom komputerowym możliwe jest przesyłanie przelewów finansowych praktycznie anonimowego pochodzenia.

Wprowadzić taką ilość fałszywych pieniędzy na rynek, to nie lada sztuka. Najlepiej to zrobić tak samo, jak się wprowadza pieniądze prawdziwe, ale pochodzące z przestępstwa. Czyli wyprać za pośrednictwem banków. W ostatnich miesiącach najmodniejsze są banki bułgarskie i izraelskie. W sprawie prania pieniędzy w Bułgarii konferencję prasową musiał zwołać w maju osobiście premier Widenow. Kategorycznie zaprzeczył informacjom, jakoby bułgarskie banki w ciągu roku wyprały prawie 10 milionów dolarów (to więcej niż produkt narodowy brutto w Bułgarii w 1994 r.).

Rewelacjom o praniu pieniędzy zaprzeczał też były minister finansów Kostow. Ale przyznał, że napływają dolary niewiadomego pochodzenia, wykorzystywane m.in. do przekupywania pracowników administracji państwowej, ale chodzi o znacznie mniejsze sumy.

Do znacznie poważniejszych sporów na temat prania pieniędzy doszło w maju w Izraelu. Minister policji i informacji Mosze Szahal twierdził, że rosyjska mafia zainwestowała w tym kraju prawie 9,5 mld dolarów i przejęła kontrolę nad ważnymi spółkami izraelskimi. Kierownictwo Banku Izraela sugerowało natomiast, że szef policji nie zna się na inwestycjach finansowych i wyjaśniło, że nagły przypływ dewiz wynika z wysokiego oprocentowania lokat w izraelskich bankach. Opłaca się po prostu wymieniać dewizy na szekle, żeby je zdeponować w Tel Awiwie czy Hajfie.

Mosze Szahal nie dawał za wygraną i wyjaśnił, iż służby izraelskie zdobywają informacje o przepływach sum idących w setki milionów dolarów między Rosją a Izraelem. Pieniądze te są inwestowane we wszystko: od prostytucji i nielegalnego hazardu zacząwszy, na środkach masowego przekazu i sponsorowaniu kampanii wyborczych wybranych polityków skończywszy.

Tekst opublikowany w „Kulisach”, piątkowym dodatku do „Expressu Wieczornego” 30 czerwca 1995 r.

Ostatnia modyfikacja: Kwiecień 7, 2017