Krótki kurs szpiegowania

Jak rozróżnić szpiega od zwykłego człowieka? To bardzo proste. Żeby to wiedzieć wystarczy przeczytać kilka powieści sensacyjnych. Każda z nich zauważa inne znaki charakterystyczne. Kiedy dodamy je razem, żaden – najlepiej nawet przebrany oficer służb specjalnych – nie ujdzie naszej uwadze.

Zdaniem Johna Le Carre (w „Perfekcyjnym morderstwie”) oficer wywiadu powinien być raczej niepozorny. Jeżeli ma się czymś wyróżniać, to raczej takimi cechami, które nie kojarzą się z wyglądem supermana. Bohater kilku powieści Le Carrego Smiley „wydawał się najmniej godnym zapamiętania mężczyzną, jakiego znała: był niski, tęgi i łysawy, a w dodatku nosił okulary o grubych szkłach i robił na pierwszy rzut oka wrażenie typowego kawalera w średnim wieku, który całe życie pracował za biurkiem, ale nie odniósł żadnego sukcesu. Jego wrodzoną nieudolność we wszystkich sprawach praktycznych odzwierciedlały stroje – kosztowne i fatalnie uszyte – jako że zdawał się we wszystkim na swego krawca, który niemiłosiernie go okradał”.

Kilkanaście stron dalej Le Carre decyduje się na jeszcze bardziej bezceremonialny opis swojego bohatera: „rzeczywiście wyglądał jak żaba. Niski i tęgi, w okularach o grubych szkłach, powiększających nienaturalnie oczy. A jego strój istotnie był dziwny. Drogi – to widać było na pierwszy rzut oka. Ale marynarka marszczyła się w miejscach, w których z pozoru nie miała prawa się marszczyć. Najbardziej zaskoczyła jego nieśmiałość…”

Dość podobny opis brytyjskiego eksperta do spraw wywiadu przedstawia James Clavell w powieści „Noble House”. „Medford Grant był niski, łysy, podobny do elfa, miał duże oczy i duże zęby, nosił frak oraz melonik.”

Jak widać specjaliści z angielskich służb specjalnych starają się wyglądać jak najbardziej nieefektownie. Jeżeli już znajdzie się wśród nich jakiś postawny mężczyzna to też musi mieć jakiś feler – np. nie ma oka. Ian Fleming w „Doktorze No” przedstawia rezydenta Secret Intelligence Service na Karaibach: „Strangways, wysoki, szczupły mężczyzna z czarną przepaską na prawym oku i o wyglądzie starego wilka morskiego, który dopiero co zszedł z kapitańskiego mostku”. Jedynym brytyjskim szpiegiem, o jakim czytałem, który nie miał żadnych wyraźnych usterek, jest James Bond (stworzony przez Iana Fleminga) – ale on przecież nie istnieje naprawdę.

Bardzo istotnym wątkiem w książkach szpiegowskich jest rywalizacja poszczególnych służb specjalnych. Pisarze zastanawiają się, który wywiad jest lepszy: CIA, KGB, GRU, MI6, może Mossad. Amerykanie oczywiście przekonują, że to oni są najlepsi. Także w opisach sylwetek swoich bohaterów przedstawiają się znacznie bardziej efektownie niż Brytyjczycy. David Hagberg w „Ogniu krzyżowym” prezentuje szefa CIA. „Był potężnie zbudowanym, prostym jak trzcina mężczyzną, o grubych muskularnych rękach i byczym karku. Miał kwadratową twarz i okolone krzaczastymi brwiami ciemne, przenikliwe oczy”.

Nie mniej przekonująco przedstawia oficera wywiadu wojskowego Dale Brown w „Drodze służbowej”. „Był to jeden z najbardziej wymagających, i przystojnych mężczyzn w całym skrzydle. (…) Major Thomas Pierce, oficer wywiadu, był wysokim, dobrze zbudowanym, przystojnym mężczyzną. Brązowe włosy miał krótko przystrzyżone, na twarzy często gościł miły, zaraźliwy uśmiech. Nosił też okrągłe druciane okulary, które czyniły jego chłopięcą twarz jeszcze bardziej niewinną i interesującą. Niestety, był już żonaty”. Nic dodać, nic ująć.

Co robi szpieg w miejscach publicznych?

Innym sposobem na rozpoznanie pracowników tajnych służb jest obserwowanie przechodniów. Jeżeli któryś z nich zachowuje się tak jakby zmierzał na tajne spotkanie, miał właśnie nadać list napisany atramentem  sympatycznym lub oddalał się z któregoś z rządowych budynków, w którym właśnie rozpruł kasę pancerną – to właśnie, bez żadnych wątpliwości – nie jest szpiegiem.

Istnieje właściwie cała filozofia, która dotyczy zachowania na ulicy osób, które mają coś do ukrycia. Najprościej wyjaśnia ją Le Carre w „Perfekcyjnym morderstwie”. „Świat wywiadu nie jest światem barwnych, atrakcyjnych przygód. Człowiek, który tak jak Smiley mieszkał i pracował przez wiele lat wśród wrogów swego kraju, modli się przede wszystkim o jedno: żeby nigdy, przenigdy, nie zostać zauważonym. Jego najważniejszym zadaniem jest asymilacja; wtopienie się w mijający go tłum, który darzy miłością, gdyż zapewnia mu anonimowość i bezpieczeństwo. Jego lęk czyni go człowiekiem pokornym (…). Szpieg bowiem musi polować również wtedy, kiedy inni polują na niego, a tłum jest jego naturalnym środowiskiem. Potrafi odnotowywać słowa i gesty ludzi, dostrzegać ich ukryte spojrzenia czy ruchy na tej samej zasadzie, na jakiej myśliwy zauważa złamaną gałązkę czy zgniecioną paproć, a lis czuje zbliżające się niebezpieczeństwo”.

Dotyczy to także – pomimo wszystkich innych różnic – wywiadu amerykańskiego: „Odruchowo zwolnił nieco, tak że mógł zlustrować wzrokiem ulicę: przechodniów, ruch pojazdów, okna i wejście do budynku, w którym mieszkał, dwie wąskie ścieżki prowadzące na mieszczące się z tyłu podwórko. Ale nic nie wzbudziło jego podejrzeń” – napisał David Hagberg  w „Ogniu krzyżowym”.

*   *   *

Mógłbym jeszcze na wielu stronach opisywać cechy charakterystyczne szpiegów-kobiet, wyjaśniać czym różni się oficer Mossadu od funkcjonariusza KGB, a agent BND od wywiadowcy UOP. Obawiam się jednak, że stworzyłbym szum informacyjny.

Zamiast podsumowania spróbuję określić te cechy, które jednoznacznie wskazują na przedstawiciela służb specjalnych. Taki człowiek nigdy się nie spieszy, porusza się bardzo spokojnie, rozgląda się dyskretnie. Najczęściej wygląda na kogoś, kto wyszedł na poobiedni spacer. Jego wygląd w zasadzie nie rzuca się w oczy, chociaż może prezentować się wyraźnie lepiej od przeciętnego przechodnia (oficer CIA) lub wyraźnie gorzej (MI6 – z wyjątkiem Bonda). Może mieć przenikliwe oczy (Brytyjczyk) albo kwadratową szczękę (oficer służb USA). Jeżeli nosi okulary, to: rogowe (wywiad angielski) albo druciane (wywiad wojskowy Stanów Zjednoczonych).

Życzę przenikliwości i spostrzegawczości w poszukiwaniach.

Tekst opublikowany w „Kulisach”, piątkowym dodatku do „Expressu Wieczornego” 20 stycznia 1995 r.

Ostatnia modyfikacja: Kwiecień 5, 2017