Na serio

Nowa służba „nie specjalna”

Written by | Na serio

W resorcie podległym MSW powstaje nowa służba z uprawnieniami do czynności operacyjno-rozpoznawczych. Pomimo, że jej głównym zadaniem ma być ochrona najważniejszych osób w państwie, a w ramach działań prewencyjnych, związanych m.in. z zagrożeniem terrorystycznym, będzie miała duże możliwości stosowania inwigilacji wobec obywateli – nie będzie podlegać kontroli ze strony Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.8 grudnia 2017 Sejm, a 21 grudnia Senat przyjęły ustawę o Służbie Ochrony Państwa. Kolejnej niepotrzebnej, a kosztownej służbie, której budżet w najbliższych dziesięciu latach ma wynieść łącznie prawie 3,5 mld zł. Z punktu widzenia poprawy bezpieczeństwa jej powstanie będzie miało skutki raczej wątpliwe. Z punktu widzenia dysponentów instytucji siłowych w RP ma pewnie pomóc zachować „równowagę”. Każdy będzie mógł śledzić każdego. Na mapie działających w Polsce służb brakowało odpowiednika Federalnej Służby Ochrony Federacji Rosyjskiej.

W ciągu ostatnich kilku lat, podległe MSW Biuro Ochrony Rządu miało kilka spektakularnych wpadek. Wystarczy wymienić aferę podsłuchową, w której – w pomieszczeniach kontrolowanych przez służbę -podsłuchiwano polityków, czy serię wypadków z udziałem m.in. samochodów wiozących prezydenta i premier. Czy to znaczy, że BOR powinien być zlikwidowany, a w jego miejsce wprowadzona kolejna służba z uprawnieniami do czynności operacyjno-rozpoznawczych (czyli inwigilacji obywateli)? Wbrew pozorom biuro działało dużo profesjonalnej i skuteczniej niż by się wydawało opinii publicznej. Jednak do tego, aby dostarczać przełożonym prawdziwie intrygujących informacji, brakowało mu prawa do podsłuchiwania, podglądania, grzebania w poczcie elektronicznej i werbowania agentów.

To właśnie przepisy pozwalające na prowadzenie agentów i instalowanie podsłuchów budzą w tej ustawie najwięcej wątpliwości. Głównie dlatego, że na ich podstawie kontrolę operacyjną będzie można uruchomić wobec każdego przeciwnika politycznego. Zarówno konkurenta w partii rządzącej, jak i polityka opozycji parlamentarnej czy działacza którejś z inicjatyw społecznych. Przykład zastosowania obserwacji wobec Obywateli RP i Ryszarda Petru wskazuje, że polityczni dysponenci Policji – ci sami którzy nadzorować będą nową służbę – nie mają specjalnych hamulców.

Jak taka inwigilacja opozycji może wyglądać? Zgodnie z art. 3 ust. 1 pkt d) nowej ustawy do zadań służby należy ochrona „innych osób ze względu na dobro państwa” (to właśnie potrzebą ochrony uzasadniana była inwigilacja opozycji w czasie manifestacji lipcowych w 2017 r.).  Osoby te są wskazywane przez ministra spraw wewnętrznych. I jak łatwo się domyślić powodem „ochrony” mogą być dowolne informacje świadczące o zagrożeniu, w tym praktycznie niesprawdzalne dane (niekoniecznie prawdziwe) pochodzące ze źródeł agenturalnych lub uzyskane w inny sposób w trakcie pracy operacyjnej.

W kilku słowach: każda osoba aktywna publicznie może mieć przyznaną ochronę. Decyzja o jej uruchomieniu oznaczać może de facto inwigilację zarówno polityka czy społecznika, jak i innych osób w jego otoczeniu. I to z wykorzystaniem czynności operacyjno-rozpoznawczych (czyli wszystkich narzędzi do inwigilacji). „Chroniony” nie musi o tym wiedzieć ponieważ szczegóły decyzji są niejawne.

Ochrona przydzielona wskazanej osobie składać się może z dwóch elementów. Ochrony fizycznej i rozpoznania zagrożeń metodami operacyjnymi. Decyzja ministra wydana w tej sprawie może być niejawna. Czyli jej szczegóły mogą być nie znane „chronionemu”. Z ochrony fizycznej można zrezygnować, ale z operacyjnej nie. Artykuł 5 jasno stanowi: „osoby objęte ochroną SOP (…) mogą, informując o tym SOP, czasowo zrezygnować z ochrony, z wyłączeniem działań mających na celu pozyskanie informacji dotyczących bezpośrednich zagrożeń względem osób objętych ochroną.”

Oznacza to między innymi, że wybrane osoby nawiązujące kontakt z „chronionym” mogą być legitymowane, a nawet przeszukiwane. A także w ich otoczeniu należy „obserwować i rejestrować przy użyciu środków technicznych obraz zdarzeń w miejscach publicznych”, szczególnie „w miejscach zamieszkania osób ochranianych w zakresie uzgodnionym z tymi osobami i niezbędnym do realizacji zadań”. Jednym z celów tych przeszukań jest sprawdzenie czy „osoba ujęta posiada broń lub inne niebezpieczne przedmioty mogące służyć do popełnienia przestępstwa lub wykroczenia albo stanowić dowody rzeczowe lub podlegać przepadkowi”. Czyli przedmiotem zainteresowania służby są nie tylko przedmioty faktycznie niebezpieczne, ale także te, które mogą służyć manifestacji poglądów: jak jajka, pomidory, ciastka, ogryzki, ale też plakaty czy transparenty (które mogą być dowodem na działanie w zorganizowanej grupie).

Osobnego znaczenia nabierają słowa rejestracja zdarzeń, w kontekście tego, że nawet przypadkowi przechodnie są przesłuchiwani przez prokuraturę dlatego, że chociażby na chwilę przyłączyli się do manifestacji w okolicy Sejmu lab pałacu prezydenckiego i wznosili okrzyki takie jak „Lech Wałęsa” lub „konstytucja”.

Co ciekawe, Komendant SOP (art. 39 ustawy) może w sytuacji rzeczywistego lub tylko prawdopodobnego zagrożenia uniemożliwiać jakąkolwiek łączność w rejonie przebywania „chronionego”, a także w rejonie Sejmu i Senatu. Służba może też pobierać dane identyfikacyjne, a także inne – także bardzo wrażliwe – informacje o dowolnych osobach, tylko dlatego, że jak to określa żargon służb, „przechodzą w sprawie” wszczętej przez nową organizację w związku z zapewnieniem bezpieczeństwa któregokolwiek z chronionych polityków lub obiektów.

Zgodnie z ustawą nowa służba ma prawo do prowadzenia czynności operacyjno-rozpoznawczych w przypadku podejrzeń o:

przygotowywanie przestępstw związanych z bezpieczeństwem osób chronionych,

planowanie zamachu terrorystycznego,

działanie zorganizowanej grupy przestępczej, oraz

przeciwko nieprawidłowościom we własnych szeregach – przede wszystkim korupcji i „przeciekom” informacji zawinionym przez funkcjonariuszy.

W takich przypadkach służba może wykonywać wszelkie działania, włącznie z kontrolą operacyjną, pobieraniem danych telekomunikacyjnych i prowadzeniem agentów. Co ważne jej funkcjonariusze mogą się posługiwać dokumentami potwierdzającymi fałszywą tożsamość, a pomimo, że ustawa zabrania werbowania między innymi dziennikarzy, zakaz ten jest łatwy do uchylenia przez ministra spraw wewnętrznych (w innych służbach możliwość werbunku uzależniona jest od zgody premiera).

Nie sposób oprzeć się wrażaniu, że tak szerokie zdefiniowane zadań i dostępnych narzędzi świadczy o tym, że zadania nowej instytucji nie będą ograniczać się tylko do stereotypowo pojmowanej ochrony. Można spodziewać się działań o charakterze rozpoznawczym i prewencyjnym dość luźno związanych z ochroną VIPów. Tym bardziej, że liczba funkcjonariuszy ma wyraźnie wzrosnąć z ok. 2000 obecnie do 3000 po wejściu w życie ustawy. Przyjmując, że nowe zadania to przede wszystkim te związane z czynnościami operacyjno-rozpoznawczymi, można przyjąć że prawie 1000 funkcjonariuszy trafi do pionu o tym charakterze. To liczba porównywalna z całym stanem kadrowym CBA lub Służby Kontrwywiadu Wojskowego. A patrząc na projekt budżetu SOP na 2018 rok (228 mln zł, a w następnych latach średnio po ponad 340 mln) to jest on o wyraźnie większy od przeznaczonego dla niektórych służb specjalnych i niewiele mniejszy od SKW i SWW (np. Agencja Wywiadu ma dostać 189 mln,  CBA – 198 mln, 237 dla SKW, 264 dla SWW, a ABW – 633 mln). Także z tego punktu widzenia powstaje jedna z największych służb w Polsce.

Warto zauważyć, że ustawa nie dotyczy tylko nowej służby. Media informując o przyjęciu projektu często nie zauważały, że uchwalona ustawa daje przy okazji dodatkowe uprawnienia o charakterze operacyjnym kolejnej tworzonej służbie (na razie wewnątrz Policji) jaką staje się Biuro Spraw Wewnętrznych, a także dotyczy dość gorącego w ostatnich miesiącach problemu jakim jest ochrona Sejmu, precyzując co wolno Straży Marszałkowskiej.

Podsumowując wynikające z ustawy uprawnienia dla nowej służby można obawiać się, że jej przyjęcie nie zwiększy bezpieczeństwa obywateli (nawet tych objętych ochroną, bo przecież nawet przy wszystkich niedoskonałościach BOR, w ciągu wielu ostatnich lat nie udał się żaden poważny zamach na którąkolwiek z chronionych osób). Jej wprowadzenie wydaje się być efektem rosnących ambicji ministra Błaszczaka, a ich wynikiem będzie raczej wprowadzenie chaosu, a także marnotrawienie sił i środków, na cele nie związane z zagrożeniem dla osób czy instytucji.

Podstawowym skutkiem prawdopodobnie będzie dublowanie działań prowadzonych przez inne służby (np. policję w zakresie zwalczania przestępczości zorganizowanej i ABW w zakresie zwalczania terroryzmu – tym bardziej, że część czynności SOP będzie mogła podzlecić innej służbie uprawnionej do działań operacyjno-rozpoznawczych). Trzeba zauważyć, że kultura koordynacji działań jest w polskich służbach bardzo słaba, a co gorsze funkcjonariusze podejrzewają się nawzajem o próby przejęcia cudzej sprawy z pominięciem osiągnięć poprzednika. Z tego powodu sprawy często ciągną się dużo dłużej niż powinny, a praca ludzi i wyposażenie marnuje się z powodu wielokrotnego powtarzania tych samych czynności i barku sprawnej wymiany informacji. Ryzyko powielania działań związanych z przeciwdziałaniem terroryzmowi wydaje się tym większe, że w tekście ustawy nie ma mowy o ewentualnej współpracy z prowadzoną dla służb specjalnych przez ABW centralną ewidencją zainteresowań operacyjnych.

Zagrożenie chaosem jest tym bardziej poważne, że polskie służby zwalczania przestępczości najwyraźniej już teraz nie radzą sobie z rosnącą liczbą brutalnych przestępstw (czyli takich, które powinny znajdować się w szczególnym zainteresowaniu SOP) i to pomimo rosnącej liczby uruchamianych działań inwigilacyjnych.

Co istotne nowopowstający SOP nie ma wyszkolonych kadr doświadczonych w pracy operacyjnej. Będzie musiał „podkupić” funkcjonariuszy w innych służbach, czyli oderwać doświadczonych oficerów od spraw prowadzonych dotychczas.

A co najbardziej niepokojące, ustawa nie wyklucza zakładania spraw pozornych, dzięki którym wszczynane będą działania nie wynikające z rzeczywistego zagrożenia, ale z powodu priorytetów politycznych. Rozpoznanie podejrzanych o zamiar rzucania jajkami, pomidorami czy tortami będzie tak samo intensywne jak wobec rzeczywiście groźnych przestępców. W przeciwnym razie dowódcy SOP będą posądzani o niewystarczającą troskę o bezpieczeństwo osób chronionych.

W tym samym kontekście niektóre z osób chronionych będą objęte opieką nie dlatego, że im coś rzeczywiście grozi, ale dlatego że polityczni decydenci chcieliby wiedzieć co robią i co dzieje się w ich środowisku. Oznaczałoby to zaangażowanie sił i środków do realizacji zadań de facto sprzecznych z prawami człowieka i ochroną prywatności, tylko dlatego, że polityk lub działacz społeczny deklaruje, że jest przeciwnikiem polityki partii rządzącej.

Powstaje kolejna formacja, która ze względu na posiadane narzędzia i cele działania, powinna znaleźć się na liście służb specjalnych. Na tej liście jednak się nie znalazła. Nie będzie więc podlegać ani kontroli ze strony Kolegium Służb Specjalnych, ani z jej działań szef nie będzie się musiał tłumaczyć przed ministrem koordynatorem. Nie będzie też pod nadzorem Sejmowej Komisji Służb Specjalnej, jedynej w jakiej politycy opozycji mają minimalny dostęp do wiedzy o aktywności operacyjnej państwa. Może o to właśnie chodzi przy jej tworzeniu?

Uzupełniona wersja tekstu opublikowanego w portalu Oko.press 26.12.2017 r.;

Zdjęcie tytułowe: ślubowanie nowoprzyjętych funkcjonariuszy BOR 13.04.2016 r. (źródło www.bor.gov.pl);

Ostatnia modyfikacja: Styczeń 1, 2018