Krótki kurs szpiegowania

Jednym z ważniejszych wątków przewijających się przez literaturę szpiegowską jest problem wykorzystania tajnych służb przez rządzących. Najczęściej zdarza się to poprzez zlecanie funkcjonariuszom zadań, które mają na celu umocnienie pozycji partii rządzącej, zdobycie informacji dającej wsparcie finansowe przedsięwzięciom zaprzyjaźnionych biznesmenów, lub wręcz załatwianie przez tajniaków spraw ściśle prywatnych.

Na prywatne zamówienie       

James Clavell w powieści „Noble House” określa jakimi sprawami mogą się zajmować szpiedzy na prywatne zlecenie. Ekspert od spraw wywiadu pyta się swojego mocodawcy: „Jakich dokładnie informacji pan oczekuje? – Wszystkich. Handlowych, politycznych, takich które pomogłyby w planowaniu działalności, zwłaszcza na wybrzeżach Pacyfiku, Rosji, Stanów, Japonii. O Chinach sami wiemy więcej. Lepiej żeby informacji było za dużo niż za mało. W tej chwili wszystko będzie istotne, ponieważ chcę oderwać Struanów od przemysłu chińskiego, a dokładniej mówiąc chcę, abyśmy stali się kompanią międzynarodową i uniezależnili się od Chin”. W tym przypadku właściciel prywatnego koncerny nie musi się szczególnie krępować. Dostarczyciel informacji co prawda wykrada swoją wiedzę z poufnych źródeł w brytyjskim wywiadzie, jest jednak osobą prywatną, wobec czego nie musi się zastanawiać jak – by zadowolić mocodawcę – obejść obowiązujące w służbach reguły.

W trochę większą rozterkę wprawił swoich bohaterów Ian Fleming – w „Doktorze No”. Państwowym służbom każe wyjaśniać sprawę, pozornie przynajmniej, nie związaną z jakimikolwiek celami pracy wywiadu. Okazuje się, że wpływowi politycy amerykańscy poczuli, że ich dalsza kariera polityczna może być zależna od nawiedzonych ornitologów. Zaczęli naciski na zaprzyjaźniony rząd. W efekcie polecenie dla nieocenionego Jamesa Bonda wyszło od: „Towarzystwa Ornitologicznego Audubona, którego celem jest ochrona rzadkich gatunków ptaków przed wyginięciem lub coś takiego. Ci ludzie dostali się do naszego ambasadora w Waszyngtonie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych odesłało ich do Departamentu Kolonii, a ci zepchnęli sprawę do nas. Wygląda na to, że wiele mogą w Ameryce. Spowodowali nawet, przesunięcie rejonu eksplozji atomowych na zachodnie wybrzeże, ponieważ przeszkadzały w zakładaniu gniazd ptaków”. No cóż – zdarza się, że klauzule tajności nie zawsze chronią przed ulotem rzeczywistych tajemnic. Zdarza się, że chodzi o ukrycie faktów o marnotrawieniu pieniędzy podatnika.

Gdy dzieje się coś dziwnego

Służby specjalne dostają polecenie działania nie tylko wtedy, gdy politycy potrafią uzasadnić ich działanie rzeczywistym zagrożeniem bezpieczeństwa państwa. Czasami – jak to uzasadnia Bond w „Doktorze No”, rządzący nie rozumieją tego co się dzieje, wobec tego wysyłają tych, którzy są dyspozycyjni: „jestem czymś w rodzaju policjanta. Jeśli gdzieś na świecie dzieje się cos podejrzanego, a na miejscu nie ma nikogo, kto mógłby się tym zająć, wysyłają mnie”.

Wpływy polityczne

Obie strony – i politycy, i szpiedzy – prowadzą swoistą grę. Politycy wymyślają zadania, które służą utrzymaniu ich przy sterze, a służby udają, że wierzą w głębszy sens takich działań. W zamian bywa, że stają ponad prawem. Tak jak u autora „Noble House” cała jednostka tajnych służb Hongkongu. „Wywiad Specjalny był departamentem zupełnie niezależnym w elitarnym, na wpół tajnym Oddziale Specjalnym. Odpowiadał za przeciwdziałanie i tropienie wszelkiej aktywności wywrotowej w kolonii. Miał swoje własne, sekretne sposoby działania, własne fundusze i ogromną władzę. Podlegał bezpośrednio samemu gubernatorowi”.

Nic dziwnego, że tajne służby mogą dość dowolnie interpretować prawo, skoro według ich obietnic urwanie kawałka obcego państwa to praktycznie niewielki problem. James Clavell tłumaczy to tak: „Może pan zaplanować, że Ameryka straci Kanał Panamski (…). To proste. Dziesięć albo i piętnaście lat wrogiej propagandy, mnóstwo przemówień liberałów, działania dobroczyńców wierzących w dobro ludzkiej natury plus skromna agitacja panamska, studenci, jak zwykle oni, podsycani po mistrzowsku przez wyszkolonych, cierpliwych, zawodowych agitatorów plus tajne działania KGB, długoterminowy plan i wszystko razem składa się na utratę kanału na rzecz wroga”.

Były oficer CIA w książce Barnaby Williamsa „Rycerz Boskiego Wiatru”, z sarkazmem ocenia swoją szpiegowską przeszłość. „Byłem specjalistą od tajnych akcji politycznych. W swoim czasie mogłem poszczycić się, co prawda tylko wśród zawodowców, bo świat zewnętrzny dowiaduje się tylko wtedy, gdy coś spieprzymy”.

Tekst opublikowany w „Kulisach”, piątkowym dodatku do „Expressu Wieczornego” 3 lutego 1995 r.

 

Ostatnia modyfikacja: Kwiecień 5, 2017