Na serio

KGB – prawdziwy właściciel Białorusi

Written by | Na serio, Nowości, Świat ciemnych finansów

Protesty po sfałszowanych wyborach na Białorusi nie ustają. Ale nie ustają też brutalne represje ze strony sił bezpieczeństwa. Aresztowania, pobicia, porwania, tortury. Niektórzy z liderów protestów zniknęli i nie daje się ich odnaleźć. Innych już odnaleziono – martwych, ze śladami ciężkiego bicia na ciele

Dlaczego KGB, która niewątpliwie stoi za tak represyjnymi działaniami policji i innych służb, jest tak brutalna? Dlaczego tak mocno wiąże swój los z Łukaszenką, dla którego obrona własnej pozycji to jednocześnie walka o przetrwanie? KGB nie musiało być wobec niego lojalne. Jego szefowie mają wystarczająco dobre kontakty w Moskwie, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo. Białoruska służba specjalna to jedyna formacja wywodząca się z byłego ZSRR, która zatrzymała dawną nazwę (znienawidzoną przez większość rosyjskiej inteligencji). Utrzymała też kadry, struktury i zadania. Pierwszy szef białoruskiej KGB, gen. Szyrkowski, to zarazem ostatni szef KGB Białoruskiej SSR. A kiedy umarł, pochowano go w Moskwie. Taki to był białoruski patriota.

O co może chodzić? Pierwszą wskazówkę podpowiadają opracowania międzynarodowych instytutów, specjalizujących się w ocenie stopnia zmilitaryzowania poszczególnych państw, wydatków na zbrojenia, handlu bronią i skłonności do stosowania się do międzynarodowych regulacji.

Białoruś jest na 9 miejscu Globalnego Indeksu Militaryzacji i wydaje 6% PKB na zbrojenia. To są jedne z najwyższych wskaźników na świecie. Przed Mińskiem są między innymi Seul i Jerozolima, tyle że obie te stolice trwają w nieustannym zagrożeniu poważną wojną. A Białoruś ma bezpieczne i stabilne granice. Po co więc tak poważne zakupy broni? Odpowiedź jest prosta. Do odsprzedaży.

Państwo za naszą wschodnią granicą to 20. eksporter broni na świecie. Sprzedaje 3 promile uzbrojenia trafiającego do obrotu międzynarodowego. 3 promile to tylko pozornie mało. Mińsk sprzedaje więcej broni niż Indie czy Brazylia, a w tym rankingu jest obok tak uznanych sprzedawców, jak Australia, Czechy czy Republika Południowej Afryki.

Ze sprzedaży broni w latach 2015-2019 na Białoruś trafiło około 1,5 mld USD. To oczywiście ogólna wartość sprzedaży. Ale przyjmując, że marże w handlu bronią – szczególnie wtedy, kiedy trafia ona niekoniecznie tam, gdzie powinna – sięgają kilkudziesięciu procent. Czyli kilkaset milionów dolarów trafiło nie do kieszeni producentów, czy firm technologicznych poprawiających optykę lub awionikę sprzętu. Te miliony trafiły do kieszeni pośredników. A kto na Białorusi (zresztą nie tylko tam) specjalizuje się w pośrednictwie handlu bronią? Służby specjalne. Czyli KGB.

Odbiorcy broni z Białorusi to państwa, które nie znajdują się na listach sankcyjnych ONZ, UE czy innych międzynarodowych organizacji odpowiadających za wstrzymanie dostaw sprzętu policyjnego i wojskowego do państw bandyckich i organizacji terrorystycznych. Tyle, że na liście odbiorców broni z Mińska przeważają państwa, co do których można mieć wątpliwości czy „świadectwa ostatecznego użytkownika” – czyli certyfikatu gwarantującego, że broń trafi w „bezpieczne” ręce, nie da się kupić za łapówkę. Te państwa to: Afganistan, Angola, Azerbejdżan, Irak, Libia, Myanmar (Birma), Serbia, Sudan, Turkmenistan, Uganda, Wietnam, Wybrzeże Kości Słoniowej.

Co ciekawe sprzedawana przez białoruskie firmy broń nie jest produkowana na miejscu. Jest importowana, przede wszystkim z Rosji, potem długo, długo, nic i wreszcie… z Chin i z Ukrainy.

Białoruś jest na 37 miejscu importerów broni i kupuje około 6 promili światowej sprzedaży. Tyle, że połowa tych zakupów idzie nie na wyposażenie własnej armii, tylko na reeksport.

Zakupy z Mińska to najczęściej czołgi T-72, systemy rakietowe SAM (w tym S-300), samoloty Su-30, Jak-52, śmigłowce Mi-8, silniki do BTR-72. A to co Białoruś sprzedaje, to przede wszystkim zawartość magazynów uznana za przestarzałą: pojazdy opancerzone BTR-70 (bywa, że modernizowane do standardu BTR-72), systemy rakietowe SAM (wcześniej kupowane w Rosji), radary Vostok, śmigłowce Mi-8, Mi-24 i Mi-25, samoloty Su-24, Su-25 i MIG-29. Dużo broni ręcznej.

Państwa niedemokratyczne gotowe są dużo płacić za takie dostawy, szczególnie że dostawcy muszą unikać kontroli ze strony jednostek wojskowych śledzących handel bronią na zlecenie organizacji międzynarodowych. To rzeka pieniędzy do której łatwo się przyzwyczaić, ale bardzo trudno odzwyczaić. Prywatny majątek Aleksandra Łukaszenki szacowany jest na 3 mld USD. Otaczający go generałowie mają mniej, ale to z pewnością także multimilionerzy.

Tym bardziej, że obok broni Białoruś specjalizuje się w jeszcze jednym bardzo wrażliwym towarze – tytoniu. Fabryki w Grodnie i pod Mińskiem to producenci miliardów sztuk papierosów. Setek milionów paczek. Przez wiele lat produkowały marki najbardziej rozpoznawane na świecie. Teraz ich znakiem firmowym są „cheap whites”, czyli nazw praktycznie prawie nieznanych. Pomimo, że na terenie Unii Europejskiej te papierosy w ogóle nie mają legalnych dystrybutorów, na czarnym rynku można je kupić w dowolnych ilościach.

Rynek przemycanych do Zachodniej Europy wyrobów tytoniowych jest wart kilkadziesiąt miliardów euro rocznie (niektóre statystyki mówią nawet o 100 mld euro). Same straty z tytułu niezapłaconych podatków i akcyzy ocenia się na 10-30 mld euro rocznie. Od kilku do kilkunastu procent tych papierosów to właśnie „cheap whites” z Białorusi. Takich ilości nie są w stanie przewieźć zwykli przemytnicy. To świetnie zorganizowany proceder działający pod parasolem służb specjalnych. Pamiętam plotkę krążącą wśród służb mundurowych o tym, że jak policja w Polsce zatrzymała trzy tiry po sufit zapakowane paczkami fajek, to dosłownie po kilku godzinach jeden z oficerów łącznikowych białoruskich służb, zaczął dzwonić do swoich oficjalnych kontaktów z pytaniem czy czegoś nie wiedzą o trzech zaginionych ciągnikach z naczepami.

Jedna z metod przemytu polegała na tym, że papierosy z Grodna jechały do Mołdawii (swoją drogą po co Mołdawia miałaby importować wielokrotnie więcej papierosów niż wszyscy jej mieszkańcy mogliby łącznie wypalić), tranzytem przez Litwę, Polskę, Słowację, Węgry i Rumunię. Papierosy ginęły po drodze, a z Rumunii do Naddniestrza trafiały puste kontenery.

Porównując ceny produkcji wyrobów tytoniowych na Białorusi i czarnorynkowe ceny w Unii Europejskiej, Norwegii i Szwajcarii, da się zobaczyć, że cena europejska to 10 krotność ceny białoruskiej. Przemytnicy i ich nadzorcy zarobili przez 10 ostatnich lat od 2 do 4 miliardów euro. Trudno zrezygnować ze stanowisk dających takie profity.

Jak każde państwo totalitarne Białoruś jest także przeżarta korupcją. Chociaż w międzynarodowych rankingach korupcji nie zajmuje najwyższych miejsc. W Global Perception Index Transparency International zajmuje 66. miejsce (na 198) i ma 45 punktów na 100 (100 oznacza brak korupcji). Według innego wskaźnika Transparency International, Global Corruption Barometer 20% ankietowanych przyznaje się do wręczania łapówek bez których nie dałoby się załatwić sprawy w urzędzie. To nie tak dużo. Ale trzeba pamiętać, że liczba osób podejmujących w Mińsku wiążące decyzje jest ograniczona, a po co wręczać łapówkę komuś kto nic nie może.

Przez ponad 25 lat obserwowaliśmy, jak Białoruś staczała się w kierunku państwa totalitarnego. Jednak dużo mniej widoczne było to, jak jej władze przekształcały się w zorganizowaną grupę przestępczą handlującą bronią, nielegalnym tytoniem i ściągającą haracze od korupcji. Brak praworządności i przestępcze profity rządzących najczęściej są ze sobą ściśle związane. Szefowie białoruskich służb nawet bardziej niż utraty stanowisk boją się zakręcenia kurka z pieniędzmi. I aby do tego nie dopuścić gotowi są zlecać najbardziej nawet niedopuszczalne okrucieństwo.

Ostatnia modyfikacja: Wrzesień 28, 2020