Leksykon powieści szpiegowskiej

Cezary Harasimowicz – „Znaleźć, naprawić, wykończyć”

Czym są firmy przykrycia? To spółki, fundacje albo inne organizacje, które działają tam, gdzie nie sprawdzają się klasyczne struktury wywiadowcze. Pracują w nich funkcjonariusze lub współpracownicy wywiadów (chociaż i osoby zupełnie nieświadome prawdziwych celów „firmy”). Nie bardzo wiadomo dlaczego Cezary Harsimowicz nazywa je „outsorcingowymi”, ale opisuje je bardzo precyzyjnie. Rozumując przewrotnie, że bardzo często ich „przykrywka” jest na tyle słaba, iż prawdziwą rolę udaje się ukryć co najwyżej przed opinią publiczną, a i to nie zawsze.

W powieści „Znaleźć, naprawić, wykończyć” kamuflaż firmy przykrycia to agencja ochrony. No może bardziej zespół doradców w sprawach bezpieczeństwa. Jak łatwo zauważyć to niezbyt udana mistyfikacja. Nic dziwnego, że wszystkie polskie służby wiedzą, że to spółka powiązana z CIA. Może tylko ci mniej zorientowani podejrzewają, że należy do Mosadu. Jest więc całkowicie zrozumiałe dlaczego prywatna firma nieprawdopodobnie wprost szybko potrafi dotrzeć do informacji, o których polski wywiad i kontrwywiad nawet nie wiedzą, że istnieją.

Miejscami Cezary Harasimowicz próbuje naśladować, czy wręcz podrabiać język raportów czy analiz wywiadowczych. Nie bardzo udanie, i to chyba dobrze, bo język informacji opracowywanych przez służby jest tak pozbawiony tempa i jakichkolwiek emocji, że prawdopodobnie czytelnik zniechęciłby się do lektury już po paru stronach. Miejscami można mieć wrażenie, że autor pisze jednocześnie scenariusz filmowy, ale to chyba zaleta.

Akcja książki opiera się na bardzo zmyślnej prowokacji, której prawdziwego beneficjenta możemy się tylko domyślać. Bo nie jest wcale pewne, że chodzi o rozgrywkę polityczną w Stanach Zjednoczonych, nie mniej prawdopodobne jest to, że za manipulacją bohaterami powieści stoi rosyjski wywiad, a nawet komórki bezpieczeństwa terrorystów islamskich. Akcja ma kilka zaskakujących zwrotów, a jej zwieńczeniem ma być zdobycie supertajnych nagrań z więzień CIA, które miały być zdeponowane w którejś z polskich służb specjalnych. Dotrzeć do nich ma była porucznik ABW, podobno wybitnie inteligentna, ale po wcześniejszym załamaniu wydaje się ona jednocześnie solidnie stuknięta.

Autor stara się także rzucić trochę nietypowe światło na przemiany w polskich służbach po 1990 roku. Zwraca uwagę, że wiele obiegowych opinii o byłych esbekach jest  niesprawiedliwych, podobnie jak (o niektórych przynajmniej) żołnierzach WSI. Chociaż wyraźnie widzi zagrożenie wynikające z dawnej współpracy służb PRL i KGB. W krytycznym jednak momencie, dawny oficer SB opiera się szantażowi.

Z pewnością trzeba zaznaczyć, że opracowanie dotyczące terrorystycznych siatek w Europie, nad którym prawie przez całą książkę pracują głównie bohaterowie, a szczególnie wątki dotyczące finansowania budowy i remontów meczetów w stolicach europejskich, to przykład świetnej analizy opartej na źródłach białego wywiadu.

Z opisu wydawcy:

Znakomita powieść szpiegowska, od której nie można się oderwać!
Rok po ujawnieniu istnienia tajnych więzień CIA w Polsce Ewa Górska, obecnie porucznik w stanie spoczynku, znów wikła się w niebezpieczną rozgrywkę. Na prośbę amerykańskiego dziennikarza próbuje dotrzeć do „taśm prawdy”, zawierających dowody na torturowanie podejrzanych o terroryzm przez agentów CIA.

Tymczasem w Madrycie dochodzi do ataku na stację metra, a Górska i Kolski otrzymują informację o planowanych zamachach terrorystycznych w Londynie i… Warszawie. Jednakże polskie służby wywiadowcze bardziej niż powstrzymaniem ataku są zainteresowane walką o stołki, jaka rozgorzała po wyborach i zmianie rządu. Była analityczka wywiadu i dawny esbek zdani są tylko na siebie.

Górska nie jest pewna, czy może zaufać swojemu partnerowi. Niegdysiejsi szefowie i ich koledzy z Langley nie puszczą jej bowiem płazem dawnych przewin. Pani porucznik musi postawić wszystko na jedną kartę…

Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017, str. 415;

Ostatnia modyfikacja: Maj 3, 2017