Na serio

Brett Velicovich, Christopher S. Stewart – „Drone Warrior”

Written by | Na serio, Nowości, Wojna z terroryzmem

Trudno sobie nawet wyobrazić, z jak wielu źródeł korzysta analityk wywiadu wojskowego, który ma wydać rekomendację do konkretnego działania przeciwko terrorystom. A może to oznaczać wysłanie Predatora uzbrojonego w rakietę hellfire, który ma zniszczyć miejsce ukrywania się czy spotkania poszukiwanych dowódców, lub oddziału Delta Force, Navy SEALS lub Rangersów, aby ich zatrzymać. Te same dane konieczne są do zaplanowania trasy bezzałogowca, mającego zadanie wytypować potencjalne miejsca kryjówek lub magazynów broni.

Brett Velicovich (analityk wywiadu wojskowego przez większość służby pracujący dla Delta Force) i Christopher S. Stewart (reporter „Wall Street Journal”) na wspólne napisanie książki, o roli dronów we współczesnej wojnie, zdecydowali się na skutek protestów tysięcy Amerykanów domagających się zaprzestania wykorzystywania latających robotów do misji wojskowych. Protestujący podkreślają, że ofiarami rakiet wystrzeliwanych z bezzałogowców są przypadkowe osoby, w tym dzieci. Analityk i dziennikarz piszą jak jest w rzeczywistości.

To niestety możliwe, że ofiarą ataku może być przypadkowa osoba. Szczególnie było tak w przeszłości, kiedy procedury pozwalające na odpalenie rakiet lub zrzucenie bomby były niedopracowane. Jednak zdaniem autorów „Drone Warrior”, dzieje się tak obecnie tylko wtedy, kiedy obserwator śledzący obraz z kamery drona popełni błąd. Albo naprowadzenie wskazane przez lokalnego informatora było nieprawdziwe.

Zanim zapadnie decyzja o wystrzeleniu rakiety bądź wysłania zespołu operatorów (tak nazywa się żołnierzy najbardziej wyspecjalizowanych jednostek komandosów), analitycy muszą uwzględnić szereg źródeł. Po pierwsze historię życia i aktywności poszukiwanej osoby, a także miejsca, w którym może przebywać. Takie informacje znajduje się zarówno w otwartych źródłach jak i bazach danych wojskowych i wywiadowczych. Bezcenne bywają stare zdjęcia, także z czasów dzieciństwa, czy wspólne z członkami rodziny. Identyfikacja osoby i miejsca to jedno z najważniejszych zadań.

Ważne są efekty nasłuchu prowadzonego przez NSA wytypowanych telefonów komórkowych czy komputerów, a także wskazywanie ich lokalizacji. Przydatne są zdjęcia wywiadu satelitarnego, filmy nakręcone przy poprzednich przelotach dronów i tajni współpracownicy działający lokalnie. I wreszcie jedno z najważniejszych źródeł: przesłuchania zatrzymanych członków organizacji terrorystycznych.

Brett Velicovich jako bardzo młody człowiek, po 11 września 2001 zaangażował się do wojska. Przeszedł przeszkolenie analityków wspierających działania wyspecjalizowanych jednostek wojskowych i pracował dla Delta Force. Uczestniczył w poszukiwaniach i eliminacji pierwszych przywódców państwa islamskiego: Abu Nazira, Abu Ajjuba al-Misriego i Abu Umara al-Baghdadiego. Kierowany przez niego zespół zbliżył się do najbardziej poszukiwanego współcześnie Abu Duy, czyli Abu Bakra al-Bagdadiego. Dość dokładnie ocenia przydatność różnych sposobów zdobywania informacji i typów dronów.

Sporo uwagi poświęca agentom. Określa ich kryptonimem „Kobry”. Do niektórych podchodzi z szacunkiem, podkreślając że narażali życie, aby zrobić zdjęcie poszukiwanego terrorysty. Sugeruje jednak, że większość to zwykli naciągacze, którzy wymyślali nieprawdziwe informacje, aby wyciągnąć pieniądze od służb wywiadowczych, albo załatwiali prywatne porachunki. Te właśnie przypadki, w których zginęły przypadkowe osoby, były efektem przekazania przez agentów nieprawdziwych bądź nieaktualnych danych.

Co ciekawe, nieprawdziwe informacje krążyły także w stronę przeciwną. Także organizacje terrorystyczne starały się zdobyć informacje o możliwościach i planach żołnierzy amerykańskich. Velicovich żartuje z rekomendowanych metod unikania inwigilacji takich jak przykrywanie samochodów specjalną folią i wypatrywanie dronów przez szyberdachy.

Najsmutniejszy wątek książki dotyczy nienawiści. Brett Velicovich przyznaje się, że w pierwszym okresie służby był tak skoncentrowany na przemocy stosowanej przez terrorystów i ofiarach ich zamachów, że był pełen nienawiści. Co gorzej nienawiść ta przeniosła się na wszystkich Arabów, a nawet wszystkich muzułmanów. Nie było mu łatwo sobie z tym poradzić. Nie bez znaczenia było przy tym poczucie winy wywołane śmiercią przypadkowych osób.

Czy w „Drone Warrior” można znaleźć coś optymistycznego? Tak. Velicovich po odejściu ze służby zostaje konsultantem projektu, w którym drony mają być wykorzystane do ochrony dzikich zwierząt zabijanych przez kłusowników w Afryce. Pośrednio nawet zajmował się ratowaniem ostatniego żyjącego samca nosorożca białego północnego. W tym przypadku jednak ochrona ostatnich zwierząt przyszła za późno.

Z opisu wydawcy:

„Drone Warrior” to opowieść żołnierza, członka elitarnej jednostki Delta Force, który uczestniczył w tajnych operacjach wojskowych, polując na najgroźniejszych terrorystów świata.
Z pomocą reportera Cristophera S. Stewarta Brett Velicovich przybliża czytelnikom świat wywiadu wojskowego i służbę w oddziałach posługujących się najnowocześniejszymi technologiami. Relacje z pościgów i misji mających na celu likwidację przywódców ugrupowań terrorystycznych trzymają w napięciu i pozwalają zajrzeć za kulisy toczonej bezustannie wojny ze globalnym terroryzmem.

Przekład Michał Kompanowski, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2918, str. 347;

Ostatnia modyfikacja: Kwiecień 8, 2018