Krótki kurs szpiegowania

Clavell w powieści „Noble House” powołując się na chińskiego myśliciela Sun Tzu wyjaśnia, dlaczego tak ważną rolę w powieści powierzył oficerom i agentom różnych wywiadów: „mądremu suwerenowi i dobremu dowódcy w celu zdobycia rzeczy znajdujących się poza zasięgiem zwykłego człowieka potrzeba wczesnej informacji. A uzyskać ją można jedynie dzięki wywiadowcom. Dla państwa nic nie jest ważniejsze niż kwalifikacje wywiadowców. Po tysiąckroć taniej utrzymać godziwie najlepszych wywiadowców niż nawet najmniejszą armię”.

Jak zwerbować agenta

Zanim będzie można powierzyć komuś tajne zadanie trzeba go wcześniej pozyskać. James Clavell poleca kilka prostych metod. Na przykład taką: „powiedzmy, że jakiś żonaty VIP ma przyjaciółeczkę, której wujek okazuje się zakamuflowanym szefem nielegalnej tajnej policji Kuomitang w Hongkongu. Powiedzmy, że Kuomitang zechce, żeby nasz VIP przeszedł na ich stronę. Z pewnością owa przyjaciółeczka będzie go do tego nakłaniać. Prawda?”. W porównaniu z metodami proponowanymi przez innych autorów powieści z wątkami sensacyjnymi jest to metoda dość finezyjna, ale i niekoniecznie skuteczna. Różni pisarze mają na temat werbowania agentów różne teorie. Opisane przez nich sposoby są przeważnie prymitywne i brutalne.

Stephen Coonts w książce „Oblężenie” opisuje jak przedstawiciel mafii zmusza do współpracy jednego z senatorów USA. Szantażuje go twierdząc, że wcześniej senator przyjmował od wysłannika organizacji przestępczej spore sumy pieniędzy. „Musi pan sobie to dokładnie przemyśleć, senatorze. Jeżeli wyjdzie na jaw, że pan latał po kraju, zaprawiał, obżerał się, dmuchał Miss Georgii, no i opłacał swoją kampanię pieniędzmi z narkotyków, dostarczanymi przez największego handlarza crackiem w Waszyngtonie, to pańska kariera pryśnie jak bańka mydlana”.

Podobną, chociaż formalnie odwrotną sytuację wykorzystał Ralph Blumenthal w „Ostatnich dniach Sycylijczyków”. Tym razem przedstawiciele władz namawiają do współpracy kryminalistów obiecując, że ich ciemne sprawki nie trafią do sądu albo zostaną łagodnie potraktowani. „Jeden z aresztowanych za handel narkotykami zdecydował się zostać informatorem w zamian za mniejszy wyrok”. (…) „Wielki Al był konfidentem, który zgodził się wprowadzić detektywa Forda w zamian za pewne ulgi w jego własnej sprawie”.

Trudniejsze zadanie postawił swojemu bohaterowi Frank Snepp w opowiadaniu „Nie ma gdzie się ukryć”. Al Schweitzer (bohater opowiadania Snepp’a) nie miał formalnych podstaw do nakłaniania potrzebnych mu ludzi do współpracy, nie dysponował także wsparciem potężnej organizacji, a mimo to musiał sobie radzić. „Odwiedzał parkingi pracownicze pod bankami i biurami kredytowymi, notując numery rejestracyjne co bardziej odrapanych samochodów. Stan pojazdu jest wskazówką, czy ktoś będzie skłonny poszpiegować za trochę dodatkowej gotówki”. Jak łatwo się domyśleć, bohater historyjki po prostu przekupywał swoich informatorów.

Nie wszyscy agenci zgadzają się na współpracę z niskich pobudek. Tutaj ponownie powinienem się powołać na Clavella, który sugestywnie przedstawia scenę nakłaniania do współpracy poważnego biznesmena. Oficer tajnych służb przekonuje go: „to sprawa życia lub śmierci dla milionów ludzi”. Potencjalny agent dobrze rozumie takie argumenty: „nie chciał odmawiać pomocy Wydziałowi Specjalnemu. Jego obowiązkiem było współpracować z nimi. Wydział Specjalny był ważną częścią Oddziału Specjalnego i obronności kolonii. Bez działalności tej organizacji – był o tym przekonany – ich pozycja w Azji byłaby zagrożona. A bez skutecznego wywiadu (…) dni ich wszystkich byłyby policzone.

Kogo namawiać do współpracy

Oczywiście nie każdy człowiek nadaje się do współpracy. W pierwszej kolejności niezbędna jest ocena przydatności osoby wytypowanej do werbunku. W tej sprawie autor „Noble House” również dostarcza przekonywującego przykładu. W cytowanym przez niego raporcie o działalności KGB natrafiamy na opis siatki: „zwerbował sześciu agentów: po jednym w biurze kolonialnym w Hongkongu (kryptonim Charles), ministerstwie skarbu (Mason), bazie marynarki (John), Banku Londynu i Chin (Vincent), przedsiębiorstwie łącznościowym (William) oraz w przedsiębiorstwie Struan i Spółka (Frederick). Zgodnie z procedurą jedynie koordynator Arthur zna prawdziwe personalia całej szóstki. Zainstalowano sześć bezpiecznych domów. Między innymi w Sinclair Towers na wyspie Hongkong i w hotelu Dziewięć Smoków w Koulunie. W Nowym Jorku Sevrin kontaktuje się z agentem o Kryptonimie Guillio. Jest on dla nas bardzo ważny ze względu na swoje koneksje z mafią i CIA”.

Przekazywanie informacji

Jednym z największych problemów, jakie łączą się z obsługiwaniem agentów jest zorganizowanie takiego systemu łączności, który byłby skuteczny i jednocześnie do minimum zmniejszył ryzyko dekonspiracji osoby. Clavell i na to znajduje sposoby. Jego bohaterowie spotykają się przeważnie w miejscach publicznych, podczas bankietów, na wyścigach. Rozmowy zaaranżowane są tak, żeby nie wzbudzały podejrzeń. Dla spotkań ściśle tajnych wymyślił tajne mieszkania, podziemne przejścia łączące lokale w różnych budynkach, tajne schowki. Na przykład taki: „chemikalia umieśćcie w męskiej toalecie na parterze hotelu Dziewięć Smoków. W ostatniej kabinie na prawo pod deską klozetową” – instruuje swojego współpracownika funkcjonariusz KGB.

Znacznie więcej o tajnych spotkaniach można dowiedzieć się z książki Davida Morrella „Fałszywa Tożsamość”. Buchanan – superszpieg z książki Morrella – tak opisuje swojej wspólniczce zasady spotkań: „powinna wybierać jakieś publiczne miejsce w okolicy”. Miejsce musiało być jej dobrze znane. (Nie rób nic niezwykłego). Musiało mieć więcej niż jedno wyjście. (Żebyśmy nie zostali schwytani w pułapkę). Nie mogło być też zamknięte o nie dających się przewidzieć godzinach. (Kiedyś kazano mi spotkać się z facetem w restauracji, która spłonęła poprzedniego dnia. Nikt z grupy wspomagającej nie zadał sobie trudu pójścia tam i sprawdzenia, czy restauracja będzie odpowiednim miejscem na spotkanie). W świetle tych warunków McPherson Square wydał się miejscem idealnym. Park raczej nie mógł spłonąć. Był tak samo powszechnie dostępny jak restauracja, lecz o wiele bardziej otwarty, a poza tym znajdował się zaledwie o kilka skrzyżowań od biura, stanowiąc w ten sposób naturalny punkt na spotkanie”.

No dobrze, ale jeżeli pogoda zupełnie nie nadaje się na spotkanie w parku. Albo z innych powodów nie można spotkać się na świeżym powietrzu. Trzeba na przykład wybrać hotel. Ale i tu Morrell/Buchanan każą zachować specjalne zasady bezpieczeństwa: „chcę, żebyś spotkała się ze mną w pięćset dwanaście. Musisz to zrobić w określony sposób. Wjedź windą na trzecie piętro. Wejdź potem schodami na piąte. Jeśli ktoś będzie obserwował cyferki nad windą w holu, to pomyśli, że nie wjechałaś wyżej niż na trzecie”.

Morrell przewidział także co zrobić gdyby nie doszło do spotkania. „Zasada była taka, że jeśli nie doszło do kontaktu, zgodnie z planem, a nie zostały poczynione żadne inne ustalenia dotyczące miejsca i czasu spotkania, to należało powrócić na punkt kontaktowy dwadzieścia cztery godziny później”.

*   *   *

Wiemy już z grubsza jak i po co werbuje się agentów. Ale czy wiemy jak się zachować, gdyby nas ktoś próbował zwerbować? Najprościej sprawdzić. Można spróbować podszywać się pod agenta służb specjalnych. Czyli zachowywać się tak, jak któryś z nich. Agenci prowadzą się tak, by nie zwrócić na siebie uwagi przeciwnika. Normalnie chodzą do pracy, robią zakupy, kupują gazety, wychodzą z psem na spacer. Proszę spróbować naśladować takie zachowanie (no może nie trzeba do tego specjalnie kupować psa, może być chomik).

Teraz należy cierpliwie czekać. Któregoś dnia, może to być w drodze do pracy albo w trakcie skoków spadochronowych, nurkowania w łodzi podwodnej, w bibliotece, w kinie, na kursach samoobrony albo na bezludnej wyspie (literatura najczęściej wymienia takie miejsca) podejdzie do nas wysłannik obcej służby. Może to być niski mężczyzna w rogowych okularach zasłaniających wyłupiaste oczy, w workowatym popielatym płaszczu z kieszenią wypchaną drugim śniadaniem albo wysoka piękność: blondynka z wydatnym biustem o przeraźliwie długich nogach, pachnąca najmodniejszymi perfumami – w tej sprawie literatura nie jest jednomyślna. Trzeba cierpliwie czekać.

A jeżeli nic się takiego nie zdarzy? Bardzo mi przykro, ale nie nadajesz się, drogi Czytelniku, na tajnego agenta.

Tekst opublikowany w „Kulisach”, piątkowym dodatku do „Expressu Wieczornego” 6 stycznia 1995 r.

Ostatnia modyfikacja: Kwiecień 4, 2017